To całe klęczenie nie tylko było upakarzające, ale też bolało. A ta cała banda idiotów stała i śmiała się z mojego beznadziejnego położenia.
Po jakimś czasie przyszedł do nas wielki basior, a w klatkach zapadła cisza. Podszedł do mnie i wziął w pysk jakiś klucz, którym otworzył kajdany. Natychmiast wróciłam do normalnej pozycji, czując okropny ból w łapach. Pierwsze co chciałam zrobić, to rzucić się na Shanona, któremu najbardziej dopisywał humor. Nieznajomy wilk nie pozwolił mi jednak na to, zagradzając drogę do reszty.
- Ty idziesz ze mną.- Warknął, zakładając mi na szyję jakiś sznur, którym ciągnął mnie poza "więzienie".
- Czego od nas chcecie?- spytałam, kiedy "posadzono" mnie przed jeszcze większym (o ile to w ogóle było możliwe) wilkiem, który jak mniemam był tutaj szefem.
- Nie sądziłem, że pójdzie tak łatwo- odezwał się do jakiejś wadery, która zachichotała głupio.
Prychnęłam pod nosem, chociaż sama nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Myślałem, że ta akcja będzie ciągnęła się tygodniami, a tu proszę- w dwa dni uporaliśmy się z większością, a nawet schwytaliśmy Alfę!- wybuchł donośnym śmiechem, a towarzysze poszli w jego ślady.
W między czasie ja dokładnie oceniłam sytuację. Znajdowaliśmy się w opuszczonej wiosce, której ruiny stały tu od ponad trzech lat. Któregoś dnia zamieszkała tu Wataha Powietrza, bardzo... nieuprzejma dla obcych. Było tu może 25 wilków, głównie dorosłych. W skrócie- nie mieliśmy szans.
- Zastanawiasz się pewnie, po co was tu trzymamy, huh?- kontynuował swój monolog, gdy wreszcie reszta opanowała swoje salwy śmiechu.
- To chyba logiczne, prawda?- odparłam, zirytowana jego postawą.
- A więc, droga Alfo, od kąd zostałem tu Alfą, próbujemy zająć większe terytorium- zaczął powoli, akcentując każde słowo.- Wasz pech, że mieszkacie dość blisko nas, macie duże terytorium, no i mieścicie się blisko jelenich stad.
- Dlatego chcecie wybić każdego z nas?- spytałam z niedowierzaniem.
- Nie!- zaprzeczył szybko, robiąc urażoną minę.- Jesteśmy normalną Watahą, nie mordercami. Nie chcemy was zabić, po prostu sprawimy, że twoja Wataha się rozpadnie, a następnie wypuścimy was, dopilnując, byście już więcej się nie spotkali.
Perspektywa życia z dala od Shanona była bardzo kusząca, ale czułabym się aż nadto samotna, by móc żyć bez reszty stada. Sama. Znowu.
- Nie możecie po prostu wywalczyć o to terytorium, tylko musicie zniszczyć całą Watahę?- zapytałam po chwili ciszy, czując się w obowiązku coś z tym zrobić.
- Moja partnerka obawia się, że moglibyście nas zaatakować, kiedy urodzi już młode.- Wyjaśnił, wskazując łbem na tą wilczycę, która tak głupio się śmiała.
- To też sobie znalazł partnerkę...- mruknęłam pod nosem, lecz na tyle głośno, by to usłyszała.
- Masz coś do mnie?- spytała, podchodząc do mnie. Dopiero teraz zauważyłam, że jest większa ode mnie.
- Nie, skądże znowu- odparłam z ironią, spokojnie wodząc wzrokiem po twarzach zebranych. Kto jak kto, ale jakaś ciężarna wilczyca nie będzie mnie straszyć.
- Bezczelna- warknęła, policzkując mnie. Złapałam się za bolący policzek, trochę zaskoczona jej reakcją.
- Widzę, że twoją jedyną bronią jest siła- skwitowałam, okrążając ją.- Mogę się założyć, że wasz Alfa wybrał cię tylko dlatego, bo się bał, że go zaatakujesz- zaśmiałam się złośliwie, nie myśląc nad konsekwencjami mojego zachowania.
- Mylisz się- odparła, z gracją wracając do partnera.- To ja, jako córka byłego Alfy, miałam zostać przywódczynią stada. A Roger wybrał mnie, bo mnie kocha, ty głupia dziewczyno. I tylko dzięki mnie dzisiaj dowodzi stadem! Mam większą władzę od niego, po prostu nie lubię rozkazywać innym, dlatego pozwalam swojemu partnerowi wydawać rozkazy, ale i tak zawsze pyta mnie o zdanie!- uśmiechnęła się triumfalnie, widząc moją minę.- A skoro nie potrafisz trzymać swojego języka za zębami, sądzę że powinnaś zostać ukarana. Przynieście tutaj któregoś z jej towarzyszy- wydała rozkaz jakiemuś czarnemu wilkowi, który po skinięciu łbem oddalił się od nas, by po chwili wrócić z Shanonem.
" Dlaczego zawsze to musi być on?!" spytałam się w myślach, automatycznie robiąc kamienną twarz.
- Popatrzysz sobie na cierpienie kolegi, to może zmienisz nastawienie do mojej osoby, i okażesz trochę więcej szacunku!
- Nigdy nie będę miała szacunku do kogoś, kto rani moich bliskich- odparłam twardo, zaciskając zęby ze złości.
Obok mnie zjawiło się dwóch strażników, którzy cały czas byli gotowi zaatakować mnie, w razie gdybym chciała uratować wilka.
" A potem wypominałby mi do końca życia, że tylko go ośmieszyłam, bo on nigdy nie potrzebuje niczyjej pomocy" prychnęłam w duchu.
- Dobrze więc, kto chce na początek się z nim zabawić?- spytała Alfa, wybierając któregoś z zgłaszających się.- Jak dobrze, nasz największy osiłek.- Uśmiechnęła się wrogo, siadając obok Rogera.
Tamten wilk był doprawdy wielgachny, mógłby zgnieść Shanona.
- Nie sądzisz, że mój kolega, jak go nazwałaś, powinien móc się jakoś obronić?- spytałam w ostatniej chwili, bo basior już chciał mu zadać cios w brzuch.
- Ona ma rację, Julio.- Zgodził się drugi Alfa.
- Hm... no dobra, rozkujcie go.- Mruknęła niechętnie.
Teraz mogłam jedynie modlić się o to, by Shanon ruszył swoim dawno nieużywanym mózgiem i wpadł na pomysł zesłania na nich demonów. Nigdy nie byłam mściwa, ale ta wadera zasługiwała na nauczkę.
Przeciwnik idioty (czyt. Shanona) rzucił się na niego i zaczął drapać go pazurami gdzie popadnie. Zadrapał mu oko, z którego teraz nieźle krwawiło. Shanon zawył z bólu a mnie coś tknęło w sercu, że poczułam żal i złość, bo nie mogłam nic zrobić. W momencie kiedy usłyszałam chrzęst łamanej kości, odwróciłam łeb w bok, nie mogąc dłużej na to patrzeć.
- Mam pomysł!- usłyszałam krzyk psycholki, w której stronę zwróciły się wszystkie głowy. Również moja to zrobiła.
- A co powiesz na to, żeby twojemu biednemu koledze skrócić cierpienie, hm? I niech wie, że przez ciebie umarł! Może wtedy reszta twojej nędznej Watahy zrozumiałaby, jaką słabą i bezbronną mają Alfę!- zaśmiała się szyderczo, a ja już po prostu nie wytrzymałam.
Rzuciłam się na nią, przygwoździłam do ziemi i zaczęłam dusić, zapalając się ze złości, dzięki czemu nikt nie mógł mnie tknąć.
- Złaź... ghgh.. ze mnie...- wyharczała, próbując mnie zepchnąć, przez co tylko się poparzyła.
- Zapamiętaj sobie raz na zawsze...- warknęłam jej prosto w pysk.- Mojej Watahy się nie obraża.
Zeszłam z niej i przestałam się palić, podbiegłam do pobitego Shanona i pomogłam mu wstać.
- Aleś ty mądra- mruknął, niezadowolony z mojej spontatnicznej reakcji- teraz mamy na karku całą Watahę.
- Tobie też nie brak rozumu- odgryzłam się, gotowa do ataku.- Nie mógłbyś tak wezwać swoich kolegów, by zrobili tutaj porządek?
- Chcesz powiedzieć, żebym zesłał na nich głodne demony?- spytał niedowierzając, a ja mu przytaknęłam.- Przecież demony ich pozabijają!
- To je kontroluj trochę!- warknęłam, zirytowana jego sposobem myślenia.
- Myślisz, że to takie łatwe? Spróbuj panować nad zgrają wygłodniałych demonów!- odparł, siadając.- Chodź bliżej mnie, wtedy ciebie nie zaatakują.- Dodał, a ja zrobiłam to, co kazał.
Po chwili wokół pojawiło się kilkadziesiąt cieni, które rzuciły się na zdezorientowaną grupę wilków. W momencie w którym jeden już rozrywał jakiegoś wilka na pół, odwróciłam wzrok, nie chcąc oglądać tej rzezi.
Nagle jednak przestałam słyszeć jęki, krzyki ani prośby o ratunek, zapadła cisza.
- Co do...?- usłyszałam Shanona, który zaczął rozglądać się za swoimi "znajomymi" zszokowany.
- Shanon, gdzie oni się podziali?- spytałam spanikowana.
- Myślisz, że wiem?! Ktoś je musiał odesłać!
Niedługo potem znowu się pojawiły, tylko spokojne, stały między wilkami, jakby sprzymierzeńcami. Przeciwko nam. Przed szereg wystąpiła para Alfa.
- Wspominałam już, że my również mamy w Watasze demona?- zapytała wadera, a przed nami pojawiła się piękna wilczyca, z gracją pokonująca odległość między nami.
- Oto nasza tajna broń- poznajcie Aję!
__________________
...
Amber
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz