Siedziałem wpatrując się w księżyc, przecież w jakiejś części byłem
wilkiem Nocy, a poza tym lubiłem to robić. Właśnie przymierzałem się aby
zawyć, kiedy usłyszałem:
- Zdrajca.- Obróciłem się w stronę głosu, ale postać pokazała się dopiero po kilku sekundach.
- Mi też cię miło widzieć, Amber- przywitałem się sarkastycznie.
- Jak tak możesz?
- Czyli jak?
- Jesteś demonem!- zatkało mnie, kiedy to powiedziała, ale nie dałem tego po sobie poznać.
- Albo Ina ma za długi język, albo podsłuchujesz cudze rozmowy?
- To drugie, ale jak widać powinnam robić to częściej.
- To nie tak, jak myślisz.- wymamrotałem.
- To mi wytłumacz.
- Musiałbym ci opowiedzieć całe swoje życie, a niezbyt się do tego palę.
- To odpowiedz mi tylko na dwa pytania, dobrze?- pokiwałem niechętnie głową, nie rozumiejąc, dlaczego się w ogóle na to zgadzam.- Podczas twojej rozmowy, Ina nazwała cię jakoś i to cię strasznie zdenerwowało, o co z tym chodzi?
Słysząc o co pyta, momentalnie wyprostowałem się jak struna i zastygłem w tej pozycji. Czułem jak siedząca za mną Amber uśmiecha się wrednie na widok mojej reakcji:
- ..Shay..- wysyczałem.
- Co tam mamroczesz.- dopytywała się z triumfem.
- Shay, tak mnie nazywali, zanim stałem się "demonem".
- Aha..., to dlaczego cię to tak denerwuje?- zapytała, zbita z tropu.
- Bo Shay umarł, teraz jest Shanon.- powiedziałem z kamienną miną.
Amber, zrobiła wielkie oczy i pokiwała głową. Siedzieliśmy chwilę w milczeniu, po czym zapytała:
- Co zrobiłeś ze Złotą Lilią?
- To już trzecie pytanie, a zgodziłem się odpowiedzieć tylko na dwa.
- Tak, ale mam prawo wiedzieć co złego za jej pomocą uczyniłeś, przecież to ode mnie ją dostałeś.- popatrzyłem krzywo na wilczycę i odpowiedziałem:
- Oddałem ja komuś.
- Dobra, no to co ten ktoś złego sprawił?- to pytanie jeszcze bardziej mnie zirytowało. Obróciłem się w stromę wilczycy tak, że dzielił nas zaledwie kilka milimetrów.
- Dlaczego przyczepiłaś mi metkę z napisem zło?! Jeśli chcesz tak bardzo znać prawdę, to oddałem Lilie jakiemuś, biednemu porzuconemu szczeniakowi, aby mógł zmienić swoje życie!!!!
Ten moment był bezcenny, Amber zaniemówiła, a szczęka opadła jej tak nisko, że niemal słyszałem jak trzasnęła o ziemię, lecz nie patrzyłem na nią z wyższością, mój wzrok wyrażał jedynie frustrację. Patrzyliśmy na siebie tak przez kilka minut, aż spostrzegłem, że wilczyca zmienia swój wyraz pyska, teraz patrzyła na mnie tak jakby z takim błyskiem w oku, widząc to mój wzrok momentalnie złagodniał. Odsunąłem się od wilczycy bo nadal dzieliła nas przestrzeń zaledwie kilku milimetrów. Odszedłem kilka kroków, i spojrzałem w okrągłą tarczę księżyca, a następnie zawyłem. Nie było to jednak zwykłe wycie tylko takie prosto z serca, w którym zawarte było wołanie o pomoc.
____________________________________________________________
Straszna beznadzieja, ale wena nasz pan. Miałem taką chwile słabości, ale postanowiłem, że po tej nocie będę dwa razy bardziej tajemniczy, dwa razy bardziej irytujący i ogólnie dwa razy bardziej :)
- Zdrajca.- Obróciłem się w stronę głosu, ale postać pokazała się dopiero po kilku sekundach.
- Mi też cię miło widzieć, Amber- przywitałem się sarkastycznie.
- Jak tak możesz?
- Czyli jak?
- Jesteś demonem!- zatkało mnie, kiedy to powiedziała, ale nie dałem tego po sobie poznać.
- Albo Ina ma za długi język, albo podsłuchujesz cudze rozmowy?
- To drugie, ale jak widać powinnam robić to częściej.
- To nie tak, jak myślisz.- wymamrotałem.
- To mi wytłumacz.
- Musiałbym ci opowiedzieć całe swoje życie, a niezbyt się do tego palę.
- To odpowiedz mi tylko na dwa pytania, dobrze?- pokiwałem niechętnie głową, nie rozumiejąc, dlaczego się w ogóle na to zgadzam.- Podczas twojej rozmowy, Ina nazwała cię jakoś i to cię strasznie zdenerwowało, o co z tym chodzi?
Słysząc o co pyta, momentalnie wyprostowałem się jak struna i zastygłem w tej pozycji. Czułem jak siedząca za mną Amber uśmiecha się wrednie na widok mojej reakcji:
- ..Shay..- wysyczałem.
- Co tam mamroczesz.- dopytywała się z triumfem.
- Shay, tak mnie nazywali, zanim stałem się "demonem".
- Aha..., to dlaczego cię to tak denerwuje?- zapytała, zbita z tropu.
- Bo Shay umarł, teraz jest Shanon.- powiedziałem z kamienną miną.
Amber, zrobiła wielkie oczy i pokiwała głową. Siedzieliśmy chwilę w milczeniu, po czym zapytała:
- Co zrobiłeś ze Złotą Lilią?
- To już trzecie pytanie, a zgodziłem się odpowiedzieć tylko na dwa.
- Tak, ale mam prawo wiedzieć co złego za jej pomocą uczyniłeś, przecież to ode mnie ją dostałeś.- popatrzyłem krzywo na wilczycę i odpowiedziałem:
- Oddałem ja komuś.
- Dobra, no to co ten ktoś złego sprawił?- to pytanie jeszcze bardziej mnie zirytowało. Obróciłem się w stromę wilczycy tak, że dzielił nas zaledwie kilka milimetrów.
- Dlaczego przyczepiłaś mi metkę z napisem zło?! Jeśli chcesz tak bardzo znać prawdę, to oddałem Lilie jakiemuś, biednemu porzuconemu szczeniakowi, aby mógł zmienić swoje życie!!!!
Ten moment był bezcenny, Amber zaniemówiła, a szczęka opadła jej tak nisko, że niemal słyszałem jak trzasnęła o ziemię, lecz nie patrzyłem na nią z wyższością, mój wzrok wyrażał jedynie frustrację. Patrzyliśmy na siebie tak przez kilka minut, aż spostrzegłem, że wilczyca zmienia swój wyraz pyska, teraz patrzyła na mnie tak jakby z takim błyskiem w oku, widząc to mój wzrok momentalnie złagodniał. Odsunąłem się od wilczycy bo nadal dzieliła nas przestrzeń zaledwie kilku milimetrów. Odszedłem kilka kroków, i spojrzałem w okrągłą tarczę księżyca, a następnie zawyłem. Nie było to jednak zwykłe wycie tylko takie prosto z serca, w którym zawarte było wołanie o pomoc.
____________________________________________________________
Straszna beznadzieja, ale wena nasz pan. Miałem taką chwile słabości, ale postanowiłem, że po tej nocie będę dwa razy bardziej tajemniczy, dwa razy bardziej irytujący i ogólnie dwa razy bardziej :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz