piątek, 3 sierpnia 2012

Ale ja chcę!

Obudziłem się codziennie rano. Minął jakiś tydzień od mojego "zmartwychwstania" jak to nazwała Ina. Dołączyła do nas niejaka Hessa, a jej imie ciągle mieszało mi się z Nessą, która w jakiś sposób mi się z nią kojarzyła. Dźwignąłem się z śniegu i ruszyłem razem z Shanonem i Kazanem na polowanie. Dzisiaj była nasza zmiana. Jutro miały polować dziewczyny. Szybko dorwaliśmy trzy jelenie i wróciliśmy do watahy. Tam niezwykle szybko posililiśmy się i wróciłem na swoje miejsce. Strasznie mi się nudziło i ciągle moja głowa tylko opadała w śnieg i się podnosiła i tak ciągle góra, dół, góra, dół, góra, dół... Wtedy też podeszła do mnie Ina z uśmiechem wymalowanym na twarzy:
- Czego tym razem Wielki Obrońca sobie życzy?
- Można cię chwilę podźgać? Z resztą po co pytam. - Wzięła jakiś kijek i zaczęła dźgać nim mój biedny bok cały już w siniakach od tego jej ukochanego kijka.
- Ina dzisiaj mnie nie maltretuj! - Warknąłem i wstałem, ale ona oczywiście podążyła za mną niczym natrętna mucha.
- Przestań!
- Ale ja chce. - Oznajmiła i znów mnie dźgnęła. Wzniosłem się w powietrze, ale ona za mną. Z szyderczym uśmiechem poleciałem ku rzece i zatrzymałem się dosłownie kilka milimetrów przed lodowatą taflą wody. Ina natomiast nie wychamowała i wpada do tej zimnej cieczy. Po chwili wypłynęła i czym prędzej wyszła na brzeg. Osuszyła się szybko i dalej się trzesąc wróciła do jaskini, a ja z szyderczym uśmiechem wróciłem do mojego zagłębienia w śniegu. Zacząłem walić z nudów łapą w drzewo. Wtedy nawiedziła mnie szatańska myśl "Rozwalę sobie łapę to może mnie do jaskini wpuszczą". Zacząłem walić w drzewo mocniej dopóki mojej łapy nie zablokował Kazan.
- Co ci odbiło?
- Puść mnie.
- Co ty robisz?
- Łamie sobie łapę.
- Po co?
- Bo mi się nudzi.
- Przestań.
- Ale ja chcę. - Wilk zawołał Amber, a ja dalej uporczywie waliłem w to drzewo. Wilczyca kazała mi przestań, co też uczyniłem, ale zamiast tego zacząłem ją sobie wyginać, aż coś mi w niej strzelało. Podeszła do mnie Sea i teraz ona mnie zatrzymała.
- Przestań zrobisz sobie krzywdę.
- Ale ja chcę! - Krzyknąłem jak małe dziecko i dalej wyginąłem sobie łapę.
- Przestań, bo zaraz coś ci naprawdę zrobię.
- No to dawaj. - Nadstawiłem jej szyję, ale wadera kazała mi iść wytrzeźwieć, bo najwyraźniej Kazan znów przyniósł mi to coś od czego dostaje się kaca. Wzruszyłem tylko ramionami.
- Prestań ją sobie wyginać! - No to zacząłem gryźć, aż pociekła mi z niej krew.
- Ty jesteś chory umysłowo. - Nade mną pojawił się Shanon.
- Wiem.
- To dobrze, że wiesz. - Powiedział drwiąco i odszedł.
- Przestń Yudarin. Nie wolno ci nic robić tej łapie ani żadnej innej części ciała. - Normalnie byłem już porządnie wścieknięty, ale nie dałem tego po sobie poznać tylko spojrzałem na nią błagalnym wzrokiem. Pokręciła głową i odeszła, a ja ruszyłem w głąb lasu lekko utykając już na tą łapę. W lesie dalej waliłem nią o drzewo, bo ty bło najskuteczniejsze. Przy każdym uderzeniu drgałem lekko, bo łapa przeraźliwie mnie już bolała. Nagle przede mną pojawiła się zdumiona Nessa.
- Co ci padło na mózg?
- Coś ciężkiego. - Odpowiedziałem uśmiechając się niemarawo.
- To może ci to zdjąć?
- Przydałoby się.
- No to gdzie to jest?
- Na głowie.
- Ale tam masz tylko futro.
- No to może ono jest za ciężkie.
- Nie będę ci futra wyrywała. Chcesz być łysy?
- Niekoniecznie.
- No właśnie. Przestań, bo coś ci się stanie.
- Nic mi się nie stanie. Nie masz się o, co martwić.
- Trzeba cię zaprowadzić do Amber ona coś z toba poradzi.
- Próbowała już dwa razy.
- Z tobą naprawde jest coś nie tak.
- Wiem.
- Wysłać cię do psychiatryka?
- Nie trzeba dam radę, a kto to ten psychiacoś tam?
- To taki ktoś kto cię leczy jak masz coś ciężkiego na mózgu.
- Aaa Ja nie chce iść. Już się uspokajam. A co ty robiłaś w lesie?
- Słuchałam odgłosów natury w tym twojego walenia łapą o drzewo.
- Aha. Dobrze wiedzieć. - Oznajmiłem i zamilkłem. Utykałem lekko na tą łapę, ale wcale, aż tak bardzo nie bolała. Na moim miejscu leżała Ina. Nie no chyba ją ukatrupię.
- Ekhem. Łaskawie byś się posunęła.
- Ale po co?
- Bo ja tak mówię.
- Pfff uważaj, bo się ciebie boję.
- Masz czego.
- Nie zejdę.
- Ale ja chcę!
- Ina zejdź już mu. - Powiedział Shanon. - Nie ma, co sprzeczać się z takim wariatem.
- Ale ja nie chcę!
- Co to za afera? - Zapytała znudzona Sea. - Amber śpi łaskawie byście się przymknęli.
- Ona mi nie chce zejść z Mojego miejsca. - Położyłem nacisk na mojego.
- Ina.
- Nie muszę się go słuchać. Jestem wyższa rangą.
- No niestety Yudarin, ale ona mówi prawdę.
- I naprawdę będziesz leżała na miejscu tego zapchlonego wariata? - Zapytał z niedowierzaniem Shanon.
- Masz pchły?
- Nie.
- No to ci nie zejde.
- Ale mam inne robale.
- To znaczy?
- Kleszcze.
- Ha, ha bardzo śmieszne.
- Ja mówię prawdę.
- FUUUUJ! - Wrzasnęła i zerwała się z mojego miejsca, a ja ze złośliwym uśmiechem położyłem się tam.
- Chcę ci jeszcze powiedzieć, że kleszcze są od wiosny do jesieni. - Oznajmiłem uśmiechając się, a ona spojrzała na mnie wściekle. Po chwili już drzemałem, a w moich snach, co jakiś czas ktoś wykrzykiwał słowa "Ale ja chcę!".
Yudarin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz