wtorek, 31 lipca 2012

Wściekłość Iny

     Leżałyśmy obie na ziemi niezdolne do wykonania choćby małego ruchu. Nie dość, że Ina nas wykorzystywała to jeszcze oberwałyśmy od magicznie zwiększonej Seomy. Trzęsłam się z bezsilności, co sprawiało mi okropny ból, ale ignorowałam go. W końcu z nad strumienia wróciła Ina. Gdy nas zobaczyła tak się wściekła, że chyba ledwo się powstrzymywała przed zabiciem nas. Podeszła do mnie i zapytała:
- Co się stało?!
- Tu... była Seoma... Używała mocy... Zwiększyła się... - Zaczęłam majaczyć przez co dostałam w twarz. Jęknęłam z bólu, ale wstałam powodując jeszcze silniejszy ból. Moja wściekłość wybuchła tak mocno, że, aż we mnie kipiała. Użyłam cieni, które oplotły Inę i prawie zmiażdżyły. Nie spodziewała się tego i, kiedy padłam bez ruchu na trawę powodując oczywiście ból rozrywający mięśnie rozszarpała mi łapę. Zamknęłam oczy próbując skupić w sobie energię na tyle, aby jej ponownie użyć. I znowu lekkie mrowienie w łapach. Cienie wytrysnęły ze mnie i złapały Inę za tylną łapę, po czym oplotły ją całą ponownie. Nie mogła się przed tym bronić, bo to było niemożliwe. Wtedy skupiłam w sobie resztkę sił i stworzyłam żywą mgłę, która zacieśniała się w okół Iny. Wiedziałam, że słyszy tam szepty i widzi najgorsze chwile w życiu. To zaklęcie wysysa  niej szczęście i wprawia w stan żywej śmierci. Prawie ikt nie przeżywa go do końca. Przestałam jednak w połowie, aby obaczyć efekt, który był taki, że zaczęła mnie dusić. Ledwo żyjąc zemdlałam. Obudziłam się rano czując potworny ból. Świat był zamazany, a Ina trochę dygotała. Seele leżała w tym samym miejscu, co poprzednio, a ja pod drzewem. Okropny ból w żebrach został zagłuszony przez ból w szyi w miejscu gdzie ugryzła mnie Ina. Wstałam chwiejnie, ale Ina warknęła. Mimo to usiadłam. Trzęsłam się z bólu, więc zamknęłam oczy gotowa na atak ze strony Iny. Nic takiego nie nastąpiło, a do dlatego, że Ina zignorowała mnie całkowicie. Wstałam więc i pokuśtykałam jak najdalej od tamtego miejsca. Wiedziałam, że jeżeli Ina ponownie dostanie jednego ze swoich napadów złego humoru nie przeżyję tego. Postanowiłam wrócić do mojego starego trybu życia. Nikt, ale to nikt nie będzie mną pomiatał. Nie ma to tamto. Gó... mnie obchodziło, co ona sobie pomyśli. Kulałam dalej, ale w końcu padłam wyczerpana i rozrywana okropnym bólem. Nade mną pojawiły się jakieś rozmazane postacie, które coś mówiły, ale uznałam je po prostu za zwidy. Jednak nimi nie były. Obudziłam się rano przykryta jakimś wielkim liściem. Uniosłam głowę i usłyszałam szum morza. Krzyk mewy przeszył powietrze i zrozumiałam gdzie jestem. Nade mną stała Sea i Seoma, a Amber siedziała w pewnym oddaleniu. Shanon leżał na plaży. Podniosłam się, ale natychmiast upadłam. Ból był nie do zniesienia:
- Nie wstawaj. - Rozkazała Seoma, a ja z chęcią się jej posłuchałam. - Masz złamane dwa żebra i prawie przegryzioną tętnicę. Ina zgadłam?
- No łał. - Mruknęłam pod nosem. - Wszystko dlatego, że byłam przemęczona.
- To już nawet za to bije? - Zapytała zaskoczona Sea.
- Nie dziw się Sea to jest Mrok. - Oznajmiła Amber.
- No tak Mrok jest taki hmmm... zły? - Powiedziałam z sarkazmem.
- Jakbyś zgadła.
- Ale Shanona tu trzymacie.
- No to, co? On nie chce nas zabić.
- A kto powiedział, że ja chcę? To są szalone marzenia Iny nie moje. Ja chcę tylko żyć, a ona mi to uniemożliwia dusząc mnie do drzewa. Pożałuje tego, co mi zrobiła.
- Czyli przechodzisz na stronę dobra? - Zapytała z nadzieją Sea.
- Jestem neutralna. Ani tu, ani tu. Moja natura każe mi być złym, ale nie chce mi się za bardzo być wyjętą z pod prawa. Wole być i tu, i tu. To o wiele prostsze. Tak jak Shanon.
Więcej nikt nic nie powiedział, bo wszystkim moje słowa dały trochę do myślenia. 

LEA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz