wtorek, 31 lipca 2012

Pierwsze spotkanie

Liście powoli, acz nieubłaganie spadały z gałęzi drzew. Powoli zaczynała się jesień. Uch! Jak ja nie cierpię tej pory roku, wszędzie pełno błota, a dzięki mojej sierści jestem doskonale widoczna.Ale jesień miała też swoją dobrą stronę, mianowicie wreszcie mogłam użyć pełnej mocy mroku. Od jakiegoś czasu mieszkałam w jaskini nieopodal jeziora o nienaturalnej barwie błękitu. Jednak kolor nie zniechęcał zwierząt którek każdego dnia przychodziły tu zaspokoić pragnienie. Wykorzystywałam każdą okazję do upolowania zdobyczy, a nawet jeśli na oczach zwierząt pożerałam ich pobratyńca one zawsze wracały. He he, głupie, nigdy się nie nauczą, ale to nawet lepiej dla mnie.
Ledwo się obudziłam, a już do moich nozdrzy dobiegł zanany mi zapach.
- Och! Moje "przyjaciółki" chadzają gdzieś niedaleko- powiedziałam sam do siebie z kpiną w głosie- O i znalazły sobie kolegę, zapewne żeby je bronił, bo same nie dadzą rady, bo jak dały samotnej wilczycy ukraść mięso, to napewno ochroniaż im sie przyda!- kpiłam dalej. Jednak zawsze musi nadejść ten koniec, wyszłam złapać kolejną ofiarę. Jednak nad jeziorem nikogo i niczego nie było. Zdziwiona poszłam w las tam szukać zwierzyny, nie musiałam długo szukać, na pobliskiej polance pasło się niczego nie świadome stado jeleni. Już miałam rzucić sie na byka, gdy nagle mą akcję przerwał nagły zryw stada.
- To one- pomyślałam, rzeczywiście oczom mym ukazał się widok kilku, a dokładniej trzech polujących wader i jednego basiora. Upolowały jakąś słabszą łanię, gdy skończyli i zabrali się do posiłku, ja przystąpiłam do akcji.
Szybko wyminęłam galopujące łanie i wgryzłam sie w tylną nogę byka miażdżąc kości. Ten upadł, a ja przystąpiłam do posiłku. Czułam jednak, że oni gapią sie na mnie. Odwróciłam się warknęłam na nich spode łba. Po zakończeniu posiłku, odwróciłam się do nich z czystej ciekawości. Kurde! Jedna z wilczyc szła właśnie w moim kierunku.
- Cześć.- powiedziała lekko wystraszona, natomiast ja nie miałam zamiaru odpowiadać na jej przywitanie.
- Emm. Jak się nazywasz?- spytała znieznacka.
- A po co Ci to wiedzieć?- zapytałam stojąc do niej tyłem.
- No, jestem ciekawa, mamy tu niedaleko watahę z resztą. - wyjaśniła szybko.
- Ach, ciekawość to pierwszy stopień do piekła.- Powiedziałam z ironią w głosie. Ona nie odpowiedziała, tylko odeszła do swojej "paczki" i to nawet lepiej.
Wieczorem wracałam właśnie z polowanie, gdy nagle złapalam trop, znajomy, lecz dawno zapomniany.
- Skąd ja go znam!?- to pytanie dzwoniło mi non stop w głowie.- A wiem, pewnie jeszcze z watahy cienia! Tylko kurde jak ona się nazywała? Bibi? Nie, Fina, Gina, Bina, Ophra? Nie, a może Ina? Nie, chyba raczej nie.
Kolejne pytanie niedające mi spokoju, postanowiłam iść od razu, noc dodaje mi sił, więc (może) szybko ją znajdę. Podbiegłam do nieopodal stojącego mnie drzewa, weszłam w jego cień i natychmiast stałam się niewielkim obłoczkiem czarnego dymu.
Seele

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz