Była jesień, a więc i deszcze. Ja osobiście lubię deszcze, ale reszta watahy cierpiała nieubłaganie. Po kilku dniach od dużej ilości wody w lesie zrobiło się okropne błoto. Co drugi krok się potykaliśmy, a co trzeci przewracaliśmy. Musieliśmy stamtąd uciekać, bo byliśmy na okrągło mokrzy i przez błoto niezdolni do walki. Ina nie mogła za bardzo nas zaatakować, bo jeszcze była niewidoma, po ostatniej walce.
- Gdzie idziemy?- zapytał Shanon.
- Jak najdalej stąd.- odpowiedziała mu Amber.
Alfa usunęła Granicę Ognia. Czuliśmy lekki zapach tamtej wilczycy, do której podeszła Seoma. Ale, mimo wszystko nie wiedzieliśmy gdzie ona jest. Pobiegliśmy truchtem w kierunku wschodnim. Błoto uniemożliwiało szybki bieg. Zatrzymaliśmy się tylko na noc, by odpocząć. Znaleźliśmy nie dużą jaskinię, właściwie jamę mogącą pomieścić najwyżej dwa wilki. Seoma westchnęła i ułożyła się na drzewie, ja w kałuży,a Amber i Shanon musieli zmieścić się w jamie. Z samego rana, Shanon upolował niewielkiego jelenia. Jedliśmy i rozmawialiśmy.
- Czy też wczoraj czuliście ten zapach.- zapytała Amber.
- Tak. Prawdopodobnie należy do tej wilczycy z polany.- odpowiedział jej Shanon.
- Widocznie musi biec za nami.- podsumowała Seoma.
- Ale jestem ciekawa czego od nas chce.- powiedziałam.
- Czy myślicie że mogła być wysłana przez Inę?
- Nie wtedy od razu by zaatakowała, gdy do niej podeszłam, tam na polanie.- przypomniała Seoma.
Zostawiliśmy kości na polance i biegliśmy dalej. Amber po drodze znów powiedziała że czuje jej zapach. Seoma przyśpieszyła (o ile to możliwe), a Shanon jej dorównał. Bieli na przedzie, Amber zaraz za nimi, a ja wlokłam się na samym końcu.
- Sea, szybciej.- krzyknął do mnie Shanon.- Wleczesz się jak mało kto.
- Ja szybciej nie mogę.- odkrzyknęłam mu.
Las zaczął się przerzedzać. Nagle mi w nozdrza uderzył znajomy zapach. Zatrzymałam się. Reszta watahy też się zatrzymała zdumiona.
- Co znowu Sea?- zapytała zniecierpliwiona Seoma.
- Smoki, hipogryfy, tornado? Czy też może...- zapytała z przerażoną miną Amber.- ... Ina?- dokończyła i wybuchła śmiechem.
Shanon i Seoma zaśmiali się, ale ja dalej węszyłam. Czułam jod i chłodne powietrze. Skądś znałam ten zapach, ale nie wiedziałam co on oznacza. Potem przypomniało mi się. Tak pachnie morze! Pobiegłam w jego kierunku prawie tak szybko jak biega Seoma. Wataha przestała się śmiać i pobiegła jeszcze bardziej zdziwiona za mną. Przedzierałam się przez rzadkie krzaki. Aż las się skończył, a pod łapami czułam piasek. ,,Tak, morze! Nareszcie mój żywioł."- myślałam sobie. Poczekałam aż wataha dobiegnie do plaży i ruszyłam do wody. Wreszcie się zamoczyłam. Czułam się wspaniale. Bardzo długo nie miałam dostępu do większego zbiorowiska wody, a tu nagle morze. Wyszłam z wody, podeszłam do watahy i bardzo zadowolona zapytałam:
- Zostaniemy tu na jakiś czas?
Sorki, ale niedawno byłam nad morzem (pierwszy raz) i chyba się zakochałam (śmiech na sali). Pomyślicie że jestem dziwna, albo sentymentalna, ale zachowajcie to dla siebie.
Sea
- Gdzie idziemy?- zapytał Shanon.
- Jak najdalej stąd.- odpowiedziała mu Amber.
Alfa usunęła Granicę Ognia. Czuliśmy lekki zapach tamtej wilczycy, do której podeszła Seoma. Ale, mimo wszystko nie wiedzieliśmy gdzie ona jest. Pobiegliśmy truchtem w kierunku wschodnim. Błoto uniemożliwiało szybki bieg. Zatrzymaliśmy się tylko na noc, by odpocząć. Znaleźliśmy nie dużą jaskinię, właściwie jamę mogącą pomieścić najwyżej dwa wilki. Seoma westchnęła i ułożyła się na drzewie, ja w kałuży,a Amber i Shanon musieli zmieścić się w jamie. Z samego rana, Shanon upolował niewielkiego jelenia. Jedliśmy i rozmawialiśmy.
- Czy też wczoraj czuliście ten zapach.- zapytała Amber.
- Tak. Prawdopodobnie należy do tej wilczycy z polany.- odpowiedział jej Shanon.
- Widocznie musi biec za nami.- podsumowała Seoma.
- Ale jestem ciekawa czego od nas chce.- powiedziałam.
- Czy myślicie że mogła być wysłana przez Inę?
- Nie wtedy od razu by zaatakowała, gdy do niej podeszłam, tam na polanie.- przypomniała Seoma.
Zostawiliśmy kości na polance i biegliśmy dalej. Amber po drodze znów powiedziała że czuje jej zapach. Seoma przyśpieszyła (o ile to możliwe), a Shanon jej dorównał. Bieli na przedzie, Amber zaraz za nimi, a ja wlokłam się na samym końcu.
- Sea, szybciej.- krzyknął do mnie Shanon.- Wleczesz się jak mało kto.
- Ja szybciej nie mogę.- odkrzyknęłam mu.
Las zaczął się przerzedzać. Nagle mi w nozdrza uderzył znajomy zapach. Zatrzymałam się. Reszta watahy też się zatrzymała zdumiona.
- Co znowu Sea?- zapytała zniecierpliwiona Seoma.
- Smoki, hipogryfy, tornado? Czy też może...- zapytała z przerażoną miną Amber.- ... Ina?- dokończyła i wybuchła śmiechem.
Shanon i Seoma zaśmiali się, ale ja dalej węszyłam. Czułam jod i chłodne powietrze. Skądś znałam ten zapach, ale nie wiedziałam co on oznacza. Potem przypomniało mi się. Tak pachnie morze! Pobiegłam w jego kierunku prawie tak szybko jak biega Seoma. Wataha przestała się śmiać i pobiegła jeszcze bardziej zdziwiona za mną. Przedzierałam się przez rzadkie krzaki. Aż las się skończył, a pod łapami czułam piasek. ,,Tak, morze! Nareszcie mój żywioł."- myślałam sobie. Poczekałam aż wataha dobiegnie do plaży i ruszyłam do wody. Wreszcie się zamoczyłam. Czułam się wspaniale. Bardzo długo nie miałam dostępu do większego zbiorowiska wody, a tu nagle morze. Wyszłam z wody, podeszłam do watahy i bardzo zadowolona zapytałam:
- Zostaniemy tu na jakiś czas?
Sorki, ale niedawno byłam nad morzem (pierwszy raz) i chyba się zakochałam (śmiech na sali). Pomyślicie że jestem dziwna, albo sentymentalna, ale zachowajcie to dla siebie.
Sea
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz