Biegłem przez las zdumiony lekko tym, że naszła mnie taka ochota, ale
co jakiś czas lekko się wznosiłem i opadałem. I nagle wpadłem w taką
głebką zaspę, że ledwo z niej wyszedłem. Biegłem tak jeszcze jakiś czas
lekko stąpając po sypkim śniegu. Wtedy poczułem znajomy zapach jelenia.
Zdzwiłem się, że jeszcze jakieś są, ale zacząłem iść w ich kierunku,
kiedy zobaczyłem całe stado pędzące prosto na mnie. Szybko wzbiłem się w
powietrze unikając stratowania. Kiedy mnie zobaczyły uciekły jeszcze
szybciej rozdzielając się na dwie grupy. Ruszyłem w kierunku, z którego
przybiegły ciekawy, co je spłoszyło. Szłem, po ich śladach, kiedy
zobaczyłem potworny widok. Jakaś wadera leżała na ziemi. Martwa. Z jej
ciała wypływała całymi litrami krew. Kości w wielu miejscach miała
złamane. Obok niej siedziała jakaś wilczyca i wtulała się w jakiegoś
wilka. Po chwili oboje wykopali grób, do którego włożyli
ciało stratowanej. Na drzewie, przy którym została pochowana napisali
jej imię i sposób w jaki umarła, pod tym podpisali się i odeszli.
Postanowiłem ich śledzić, ale najpierw przeczytałem napis na drzewie: Seoma, Zginęła śmiercią bohatera ratując przyjaciółkę przed stratowaniem. Amber, Shanon.
Odeszłem stamtąd
szybko i podążyłem za śladami wilka i wadery. Wkrótce dotarłem do
niewielkiej groty. Tam zniknęli Amber i Shanon, jeśli się nie mylę.
Ciekawiło mnie to. I to niezwykle. Nie pokazywałem się im jednak. Przez
kilka dni kręciłem się w poblizu jaskini, aż nastała śnieżyca. Druga w
ciągu miesiąca. Wykopałem sobie wtedy norę i przeczekałem w niej burzę.
Kiedy spałem do mojej nory wszedł jakiś wilk. Spojrzałem na niego
nieprzytomnie. Byłem wygłodzony. Śnieżyca trwała już jakieś dwa
tygodnie. Wilk miał futro pozlepiane śniegiem, ale nie dawał po sobie
poznać zmęczenia choć łapy pod nim drżały:
- Kim jesteś? - Zapytał. Jego słowa dotarły do mnie jak przez mgłę.
- Yudarin, a ty? - Odparłem słabo. Byłem wyczerpany.
- Kazan. Co ty tu robisz?
- Czekam na koniec śnieżycy.
-
Chcesz u nas zostać do końca, o ile nasza Alfa się zgodzi? - Zapytał.
Zdziwiłem się tą propozycją, ale przystałem na nią lekko skinając głową.
Spróbowałem się podnieść i musiałem podtrzymać się skrzydłami, ponieważ
za mocno się chwiałem. Z nikłym uśmiechem wyszedłem za Kazanem z mojej
bezpiecznej nory i prawie natychmiast przerwóciłem się w śnieg. Wiatr
był tak silny, że zdziwiłem się iż w ogóle udało mi się podnieść. Kiedy
wszedłem za Kazanem do ich jaskini podeszła do mnie owa wadera, którą
widziałem dwa tygodnie temu. Chyba. Wtedy już dobrze nie kontaktowałem.
- Kim jesteś? - Zapytała.
-
To Yudarin. Czekał na koniec śnieżycy w jakiejś norze. - Odpowiedział
za mnie Kazan. Byłem mu za to wdzięczny. Chwiałem się ledwo stojąc na
łapach.
- Możesz spać tam. - Odparła wadera, a ja kulejąc
podeszłem do owego małego kąta. Upadłem na ziemię i prawie natychmiast
usnąłem. Obudziłem się po jakimś czasie. Nie wiedziałem ile dni minęło,
ale chyba było ich sporo, bo byłem wyspany jak nigdy. Dostrzegłem jakąś
białą wilczycę przyglądajacą mi się uważnie. Obok niej siedziała Alfa.
Kazana i Shanona nie widziałem. Za to jeszcze jakaś wadera siedziała w
kącie. W moim brzuchu głośno zaburczało i dopiero wtedy pojąłem jaki
jestem głodny.
- Zostały resztki jelenia z wczoraj. - Oznajmiła
Alfa, jakby czytając mi w myślach. - Tak przy okazji jestem Amber, to Sea
- wskazała białą wilczycę - i Ina.
- Ja jestem Yudarin. Moja magia to powietrze. Ta śnieżyca już się skończyła?
- Tak.
- To znaczy, że mam się wynosić? - Zapytałem, podnosząc się.
- Kto ci to powiedział? - Zapytała Sea.
- Tamten wilk, Kazan, jak mnie znalazł. Powiedział, że chyba będe mógł przeczekać śnieżycę, ale nie powiedział ,co dalej.
- Jeśli chcesz możesz wejść do watahy, ale będziesz Omegą. - Zastrzegła Amber.
- Dzięki.
- Ina, Yudarin wypad z jaskini.
- Ale... - Wilczyca próbowała protestować, ale ja posłusznie wyszedłem i wpadłem prosto w Kazana i Shanona.
- Cześć. - Przywitałem się.
- Cześć. Pamiętasz mnie? Ja jestem Kazan, a to Shanon. - Oznajmił jeden z wilków dźwigając pokażnych rozmiarów jelenia.
- Ciebie pamiętam, ale tego nie znam. - Skłamałem trochę.
-
Jestem Shanon. - Oznajmił wilk i wszedł razem z Kazanem do jaskini. Na
dworze było przeraźliwie zimno, a ja spokojnie ruszyłem na polowanie. Za
mną podążyła Ina z pytaniem.
- Gdzie idziesz?
- Na polowanie.
- Ale my jemy to, co zostanie.
- Wolę jeść całość.
- Ale wiesz, że będziesz musiał się z nimi podzielić?
- Jak sam zjem. Jestem strasznie głodny.
- Życie Omegi wcale nie jest takie proste. - Jęknęła.
-
Trudno się mówi. - Odparłem i zamilkłem węsząc. Wkrótce poczułem zapach
zająca. Ruszyłem za nim, a za mną jak cien podążała Ina. Wkrótce
złapałem go i sam prawie połknąłem w całości. Zaspokoiłto mój głód, ale
tylko na jakiś czas. Ina spojrzała na mnie z urazą.
- Co? - Zapytałem zdziwiony.
- Podzielić się to już nie łaska.
-
Sama sobie coś złap. Co ja twój służący? - Odparłem jeszcze
bardziej zdziwiony. Wkrótce znów złapałem zająca i znów sam go zjadłem.
Ina posżła gdzieś, a ja wróciłem przed jaskinię, gdzie wylegiwałem się
w miarę ciepłych promieniach słońca. Na zewnątrz siedziała cała wataha.
Podobnie jak ja wylegując się. Amber i Sea rozmawiały o czymś
między sobą, co kilka minut śmiejąc się. Chyba już zapomniały o Seomie.
Gdy zapadł zmrok wszyscy prócz mnie i Iny weszli do jaskini powoli
zasypiając. Natomiast ja wzniosłem się w powietrze unosząc się tylko
dzięki wietrze, któy spokojnie mnie unosił. Machałem od czasu do czasu
skrzydłam dopóki nie znudziło mi się to i opadłem na ziemię.
Wykopałem sobie małe zagłębienie obok jakiegoś drzewa przy jaskini.
Byłem okryty z jednej strony drzewem, a z drugiej jaskinią. Ina miała
wykopaną jakąś norę, ale ja stosowałem się do tego, że mam spać na
zewnątrz. Gdy obudziłem się rano cały byłem przysypany śniegiem.
Podniosłem się i otrzepałem z niego. Po chwili już byłem na polowaniu.
Tym razem sam. I znów dorwałem dwa zające. Gdy wróciłem przed jaskinię
dostrzegłem Amber, Seę i Shanona rozmawiających o czymś
przyciszonymi głosami. Tylko Kazan i Ina nie uczestniczyli w rozmowie.
Jako, że Kazan spał, a Iny nie było. Rozmowa zapewne miała na celu
wykluczenie mnie z watahy, ale to szczegół. Nie słuchałem ich.
Przebiegłem jakieś trzy kroki i odbiłem się łapami od ziemi. Wzniosłem
się wpowietrze czując chłodny wiatr w sierści. Krążyłem jakiś czas nad
polaną, na któej znajdowała się jaskinia. Kiedy mi się to znudziło
poleciałem dalej razem z prądami powietrza, które znosiły mnie coraz
dalej, aż zapadł zmrok. Wróciłem przed jaskinię i już miałem zasypiać,
kiedy podeszła do mnie Ina.
- Amber chce z tobą rozmawiać. - Przełknąłem ślinę i ruszyłem za waderą.
_______________________________________________________
Rzopisałem się nie ma, co. No to pozostawiam resztę w waszych łapach XD
YUDARIN
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz