Yudarin był w naszej Watasze już od kilku dni, na razie nie zapowiadało się, żeby zniknął.
Gdy leżałam przy jaskini stwierdziłam, że w sumie tylko ja i Sea
najbardziej przejęłyśmy się śmiercią Seomy. Trudno się dziwić, Shanon
nigdy za nią nie przepadał, Kazan za mało ją znał, a Ina... a Ina, to po
prostu Ina. Ze smutkiem spojrzałam na drzewo, teraz jakby ugięte pod
naciskiem śniegu, na którym zawsze spała wadera. Wydawało się smutne,
zdawało mi się nawet, że czuję, jak płacze, na swój "drzewny" sposób.
Zakryłam oczy łapami i pogrążyłam się w melancholii, kiedy usłyszałam
nieznaczne chrząknięcie.
- Czego?- Warknęłam, z niechęcią spoglądając na osobę, która przerwała moje rozmyślenia. Była to Ina.
-
Możemy pogadać?- Spytała nieśmiało, co mnie nieco zdziwiło, kiwnęłam
głową i poszłam w jakieś zaciszne miejsce, a za mną podążyła wilczyca.
- O co chodzi?- Zapytałam zmęczonym głosem, siadając na zimnym śniegu.
- O Yudarina.
- Co z nim nie tak?
-
Nie, nic, tylko...- Ściszyła głos, jakby obawiając się, że ktoś nas
usłyszy. Nawet jeśli, to co z tego?- Nie zauważyłaś, że nie zachowuje
się jak na Omegę przystało?
- To znaczy? Jak na razie jest posłuszny...
-
Ale... Nie poluje z grupą, sam chodzi polować... Jako że jesteśmy
Watahą, chyba ma obowiązek podzielić się swoją zdobyczą, nie? A ten nie
chciał mi użyczyć kawałka... No i ciągle chodzi swoimi drogami!-
Wydusiła z siebie w końcu, spuszczając oczy, jakby wstydząc się za to,
co zrobiła.
- Dobrze, że mi o tym powiedziałaś, Ino...- Mruknęłam w
zamyśleniu.- Jeśli chcesz, śpij dzisiaj w jaskini... Ja idę pomówić z
Seą i Shanonem.
- Jasne...- Odparła, czując ulgę, że nie zganiłam jej za skarżenie, a nawet w jakiś sposób ją za to wynagrodziłam.
Chociaż
nie wiem, czy można to nazwać nagrodą... Dzisiaj zapowiadało się na
silną burzę w nocy, i sama miałam zaproponować obu Omegom spanie z
resztą Watahy, żeby potem nie byli chorzy.
Podeszłam do Sei,
szepnęłam jej słówko, żeby poszła nad rzekę, i potem zaczęłam szukać
Shanona. Nigdzie nie mogłam jego znaleźć, w końcu zauważyłam go przy
drzewie, gdzie był napis upamiętniający śmierć Seomy.
Zdziwiło mnie to, przecież wilk nigdy nie był specjalnie wrażliwy, a w tej chwili wyglądał na mocno zamyślonego.
- Hej.- Odezwałam się w końcu, bezszelestnie znajdując się koło niego.
Jego twarz momentalnie zmieniła się na obojętną, lekko zerknął na mnie, po czym spytał niezbyt uprzejmym głosem.
- Czego chcesz, Amber?
Uraził mnie jego ton, ale nie dałam po sobie tego poznać.
-
Jesteś Deltą, idziemy, musimy coś obgadać.- Warknęłam ruszając, nie
czekając na niego. W końcu po co mam być dla niego miła, skoro on dla
mnie nie jest?
- Tak jest, szefowo...- Odparł sarkastycznie.
Prychnęłam pod nosem, po chwili znajdując się nad wyznaczonym miejscu spotkania.
- To co jest, Amber?- Spytała podekscytowana Sea, głównie tym, że została Betą, po śmierci Seomy.
-
Yudarin... Ina doniosła mi, że nie jest zbyt życzliwy dla niej, nie
poluje z resztą stada, i nie zachowuje podstaw braterstwa w Watasze.-
Wyjaśniłam na jednym wdechu, obserwując reakcje zebranych. Sea zaczęła
się zastanawiać co powiedzieć, a Shanon wpatrywał się w jeden punkt,
niezbyt zaciekawiony tematem narady.
- Halo, Ziemia do Delty!- Upomniała go w końcu wadera, poirytowana jego zachowaniem.
- Co uważasz o tym, Sea?- Spytałam, ignorując wilka.
- Moim zdaniem powinniśmy go upomnieć, skoro teraz przynależy do Watahy.
- A ja uważam, że powinien odejść.- Wtrącił Shanon.
Zerknęłam na niego z wyrazem zdumienia.
- Czemu?
-
Bo mamy już wystarczająco wilków w stadzie, nie potrzebujemy tutaj
kolejnego alfonsa.- Prychnął, przekręcając oczami z dezaprobatą.
- Alfonsa?- Sea parsknęła śmiechem.- Do tej pory nie odezwał się do mnie ani słowem! Myślę, że tu chodzi o coś innego.
-
Boisz się o posadę, czy co?- Spojrzałam się na niego nieprzenikliwym
wzrokiem, i mimo iż czułam, że próbuje odczytać jakieś emocje z moich
oczu, ja się nie dałam.
- Mam się bać tej głupiej Omegi? Proszę cię.- Zaśmiał się sarkastycznie.
- Ciszej!- Warknęłam, bojąc się, że ktoś nas usłyszy.
- Jak dla mnie to po prostu niech się zdyscyplinuje.
- A ja jestem za wyrzuceniem go.
-
Beta i Delta są od pomagania Alfie, a nie od utrudniania jej pracy!-
Zganiłam ich z nutką ironii, ciężko wzdychając.- Dobra, Sea, bądź tak
miła i powiedz Inie, żeby powiadomiła Yudarina, że na niego tu czekam.
Kiwnęła głową, i chwilę później była już przy wilczycy. Wilk natomiast nadal siedział nad wodą.
- A ty możesz już iść.
- Dziękuję za pozwolenie!- Mruknął z udawaną wdzięcznością, wywołując jednak na mojej twarzy uśmiech.
Po chwili zjawił się oskarżony, z kamienną twarzą, i przestraszonymi oczami. Chociaż może tylko udawał przestraszonego?
- Doszły mnie słuchy, że nie bardzo się sprawujesz jako członek Watahy...- Zaczęłam, chodząc w tą i wewtą.
- W mojej Watasze były nieco inne zasady...- Usprawiedliwił się, co jednak nie poskutkowało niczego dobrego.
-
Ale moja Wataha ma swoje zasady! Jeśli chcesz do niej przynależeć, to
musisz się do nich stosować, jasne? Tym bardziej, że na razie jesteś na
najgorszej pozycji, wraz z Iną. Nie ma tutaj miejsca na wpadki...-
Westchnęłam, kręcąc głową.- Shanon nie bardzo cię lubi, lepiej mu się
nie narażaj. Sea daży cię już większą sympatią, mógłbyś do niej zagadać,
miło by jej się zrobiło. A dla Iny masz być miły i życzliwy, jasne?-
Kiwnął nieznacznie głową.- Od teraz polujesz z resztą stada, dzielisz
się posiłkiem i tak dalej. W skrócie: masz się zachowywać jak brat.
- Jasne...
-
Możesz iść.- Odprawiłam go do reszty Watahy, sama jednak pozostając nad
rzeką. Zaczęłam skrobać pazurkiem w lodzie, aż to skrobanie samo
uformowało się w napis "Wataha Życia i Śmierci". Przez chwilę
wpatrywałam się w słowa z niedowierzaniem, i wtedy już wiedziałam.
Nasza Wataha jest Watahą Życia i Śmierci...
AMBER
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz