Leciałem walcząc z siłą wiatru i śniegiem wpadającym mi w oczy. Gdy
wreszcie dotarłem do jaskini wpadłem do niej jak burza kładąc na ziemi
zdobycze. Wszyscy już spali w tym Ina. Nie dostałem jednak wyraźnego
pozwolenia na spanie w jaskini, więc szybko wykopałem sobie norę na
zewnątrz i wszedłem do niej. Było nawet przytulnie i nie, aż tak zimno
jak się spodziewałem. Owinąłem się swoimi pierzastymi skrzydłami i w
takim kokonie usnąłem. Kolejnego dnia nie było lepiej, a nawet gorzej,
bo sypało potwornie, a widoczność była ograniczona do pół metra. Kiedy
wystawiłem nos ze swojej nory poczułem lodowate powietrze. Postanowiłem
zobaczyć jak radzą sobie w jaskini. Kiedy dotarłem do środka, a zajęło
mi to dobre piętnaście minut, dostrzegłem dalej śpiącą watahę. Spojrzałem
na nich zdumiony. Nie spodziewałem się, że jeszcze będą spać.
Siedziałem w wejściu niepewny czy mogę wejść głębiej czy nie. Co jak,
co, ale stosowałem się do praw tej watahy i nie zamierzałem brać
przykładu z Iny. Wtedy oczy otworzyła Amber. Alfa spojrzała na mnie jak
na jakiegoś ducha i dopiero po chwili rozbudziła sie na dobre:
-
Gdzie ty byłeś? Mięso leży, a ciebie nie ma myśleliśmy, że odeszłeś. -
Powiedziała na dzień dobry. Wzruszyłem tylko ramionami i dalej
siedziałem w wejściu. - Dlaczego nie wchodzisz głębiej?
- Bo nie mogę.
- Kto ci tak powiedział?
-
Ty, kiedy tylko pojawiłem się w watasze. - Odparłem patrząc na jej
reakcję. Najpierw spojrzała na mnie jak na idiotę, a dopiero po chwili
zrozumiała mój tok myślenia.
- Ale chyba widziałeś Inę?
- Widziałem.
- To dlaczego nie wszedłeś widząc, że jedna Omega leży w jaskini?
- Bo nie usłyszałem, że mogę wejść. Zostawiłem tylko mięso i wykopałem sobie norę, w której spędziłem noc.
- I nie zamarzłeś?
- Nie. Chyba jeszcze tu siedzę.
-
Widzę. Możesz wejść. - Wszedłem głębiej i usiadłem w jakimś kącie
ziewając. Tam było o wiele cieplej, ale nie czułem tego wyraźnie jako,
że moje zmysły nie był jeszcze w pełni rozbudzone. - No w pewnym sensie
byłeś posłuszny, ale nie wiem po co ci to? Chciałeś czegoś dowieść?
-
Niby czego? Tego, że wytrzymam jedną noc w wykopanej przez siebie
norze? Nie. Stosowałem się do naszej ostatniej rozmowy. Nie mam zamiaru
odchodzić, więc szczerze po prostu przestrzegałem twoich zasad.
- Dobra. Skończ. Głowa mnie już boli.
-
Mam niezwykły dar irytowania innych. - Oznajmiłem uśmiechając się i
zwinąłem się w kłębek. Po chwili już spałem i obudziłem się późnym
popołudniem, kiedy nikt już nie spał. Shanon patrzył na mnie spode łba, a
ja nie zwracałem na niego większej uwagi. Sea rozmawiała o czymś z
Amber. Kazan siedział i gapił się bezmyślnie w ścianę, a Ina przyglądała
się wszystkim i wszystkiemu. Podszedłem do wilka i chciałem zacząć
rozmowę, ale on zapytał nagle.
- Odbiło ci? Całą noc na dworze? W tej śnieżycy?
-
Niestety, ale nie. Nie odbiło mi. Tak całą noc na dworze w tej
śnieżycy. Chociaż niekoniecznie. Wykopałem sobie norę. - Odpowiedziałem
spokojnie. Kazan spojrzał na mnie wyraźnie zdumiony. Nie wiedział, co na
to odpowiedzieć, a ja jedynie uprzejmie się uśmiechałem.
-
Dlaczego nagle zrobiłeś się taki posłuszny? Wcześniej polowałeś sam,
zachowywałeś się jakbyś nie należał do tej watahy, a teraz słuchasz się
jak pies właściciela.
- Na tym polega rola Omegi. Jestem tu
jedynie jako pomiot. Nic nie warty wilk i tyle. Takie coś do zabawy jak
ci się znudzi kość jelenia. Do wyżywania się jak ktoś cię zdenerwuje.
Muszę się słuchać, bo inaczej Amber mnie wyrzuci.
- Nie
postrzegałem tego w taki sposób. - Oznajmił. - Nieźle potrafisz
tłumaczyć, ale czasami głowa boli od twojego toku myślenia.
-
Wiem. Amber powiedziała mi to samo rano. - Odparłem z uśmiechem i na tym
zakończyła sie nasza rozmowa. Wkrótce znów nastała noc i wszyscy
usnęliśmy.
______________________________________________________
Sorry
za wszystkie błędy, ale pisałem na szybko, bo o 4 rano muszę wstawać
i trzeba się wyspać. Wybaczcie też, że takie krótkie, no, ale cóż...
YUDARIN
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz