wtorek, 31 lipca 2012

Wędrówka

     Pustynia... Miejsce śmierci wielu istnień, zarówno ludzkich jak i zwierzęcych. Gdy tu przybyłam miejsce to, wydawało się niegościnne i niebezpieczne, teraz gdy stąd odchodzę widzę pustynię w zupełnie innym świetle, jako dającą mi schronienie oazę, ale muszę, po prostu muszę stąd odejść, już nie jestem tą sama wilczycą co rok temu. Teraz śmierć czeka na mnie być może za pobliską wydmą. "Galopowałam" teraz w miejscu co jeszcze wczoraj nazywałam domem. Chociaż byłam wykończona, biegłam dalej, jednak gdy ujrzałam pierwsze oznaki stepu przyśpieszyłam. Mijałam co raz to większe krzaki, aż w końcu ustąpiły one drzewom. Na skraju gęstego lasu przystanęłam aby chociaż odzyskać resztkę sił. Na szczęście dla mnie z lasu wyłonił się młody jeleń i jego towarzyszki, stali ok. 15 metrów ode mnie, jednak z nawet tej odległości widać było w nim dumę i przerośnięte ego. Jeleń pomachał do mnie porożem i uśmiechnął się kpiąco, był młody, najwidoczniej jeszcze nie widział jak samotny wilk siedziała na skraju "jego" lasu. Zaryczał i rzucił się w moim kierunku, szybko jednak zrobiłam unik i wgryzłam się w jego tylną nogę miażdżąc kości. Jeleń padł i nijak nie mógł wstać, ryczał teraz żałośnie jakby myślał, że go nie zabije. Był w błędzie. Szybkim ruchem kłów zmiażdżyłam mu tętnicę. Byłam z siebie dumna.
- Wreszcie coś większego od lisa pustynnego.-pomyślałam i uśmiechnęłam się w duchu. Po pięciu minutach po jeleniu pozostały jedynie bielące się kości. Nażarta i pełna energii weszłam do lasu i od razu uderzył mnie pewien znany lecz dawno zapomniany zapach, zapach wilków. Cztery wilczyce, musiały się w tym lesie osiedlić. Słońce zaczęło jednak powoli znikać za horyzontem, poszukiwanie wilczyc musiało poczekać do jutra. Musiałam znaleźć jakąś jaskinię, i to SZYBKO! Wtem jednak od południa, zaczęło napływać dziwne ciepło, podeszłam bliżej aby poznać to źródło ciepła, była to gasnąca granica ognia, czyli jedna z nich to wilczyca ognia. Złapałam trop, biegły na wschód, pobiegłam w tą stronę. Po dziecięciu minutach biegu, wreszcie zobaczyłam dwie z czwórki wilczyc, wyglądały na zaniepokojone. Weszły do niewielkiej nory. Poszły spać. Postanowiłam resztę nocy przespać się w tych krzakach w których siedziałam, wiatr wiał w moją stronę, więc nie miały prawa mnie wyczuć. Zmęczona, ułożyłam się wygodnie, a po chwili już spałam.

SEELE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz