wtorek, 31 lipca 2012
Porwanie
Obudziłam się rano pełna złych przeczuć. Coś wisiało w powietrzu dlatego od samego rana byłam ostrożna. Obie wadery dziwiły mi się, ale nie odpowiadałam na ich pytania. Ruszyłyśmy z samego rana i wtedy jak grom uderzyła mnie myśl. W lesie pojawiła się nowa wilczyca. Nie spotkałyśmy jej jednak tamtego dnia. Wędrując natknęłyśmy się na stadko jeleni. Upolowałyśmy jednego i wtedy poczułam dojmujący ból głowy. Jakby ktoś przyłożył mi do niej rozżarzony do białości pręt. Złapałam się za nią, ale nie wytrzymałam okropnego bólu i zemdlałam. Ciemność okalała mnie z każdej strony. Cisza wywierała taki nacisk, że w moich uszach brzmiał jakby dzwonek. Po chwili przed moimi oczyma pojawił się obraz. Jakaś obca wilczyca siedziała nad brzegiem jeziora o błękitnej wodzie. Otrząsnęłam się, ale obraz nie znikał, po krótkiej chwili rozpłynął się w powietrzu. Obudziłam się. Sea i Amber stały nade mną najwyraźniej wystraszone. Spłoszona uciekłam. Biegłam ile sił w łapach, ale i tak kilkanaście kilometrów od miejsca zdarzenia musiałam się zatrzymać. Wpadłam w pułapkę na zwierzęta zastawioną przez człowieka. Dzwonki przyczepione do niej dzwoniły głośno przy każdym moim ruchu. W końcu przestałam się ruszać i wisiałam w powietrzu do góry nogami. Po godzinie człowiek się pojawił i uśmiechnął na mój widok złośliwie. Założył mi kaganiec i związał łapy. Byłam bezradna. Zaniósł mnie do skrzyni, a w niej przeniesiono mnie do przyczepy. Usłyszałam skamlenie wielu innych wilków i zwierząt. Nawet prychanie rysia. Zaryczał silnik i przyczepa ruszyła ciągnięta przez samochód. Po dwóch godzinach podskakiwania w skrzyni zatrzymali się. Ktoś złapał moją skrzynie i zaniósł do jakiegoś wielkiego pomieszczenia. Wyciągnięto mnie ze skrzyni i położono na jakimś stole. Nie mogłam się ruszyć. Rozglądnęłam się. Pod jedną ze ścian piętrzyły się kości martwych zwierząt. Niedaleko tego koszmarnego widowiska stała dziwna maszyna z niej właśnie wylatywały kości. Nie udało mi się zobaczyć niczego więcej, bo zaniesiono mnie do jakiegoś ciemnego pomieszczenia. Widziałam jednak wszystko. Moją magią była Noc, więc ciemność jakby moim bratem. Zbliżał się do mnie człowiek z nożem w ręce. Zaczęłam się wyrywać. W końcu udało mi się. Sznury pękły. Zerwałam się z podłogi i spojrzałam ze wściekłością na człowieka. Mężczyzna cofnął się przerażony, a ja zaczęłam walić w drzwi. Po chwili wbiegła straż otwierając je i dając mi wolną drogę. Niestety. Przy wyjściu z budynku kilka osób rzuciło się na mnie i powaliło. Wrzucili mnie do worka i zanieśli na dwór do klatki, a raczej kojca. Myśleli, że siatka mnie powstrzyma. Wspięłam się po niej bez większych trudności, ale po chwili poraził mnie prąd. Najwyraźniej siatka była pod napięciem. Zdenerwowana, ze nie mogę się wydostać zaczęłam krążyć po klatce obmyślając strategię ucieczki.
Sorry za błędy i mam nadzieję, że skomentujecie ^_^
SEOMA
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz