Siedziałam sobie spokojnie na drzewie i odpoczywałam. W końcu udało mi się zasnąć, ale nie na długo, bo obudził mnie hałas mrożący krew w żyłach. Z dala dochodził wrzask jakiegoś człowieka. Zeskoczyłam z drzewa i z oszałamiającą prędkością dobiegłam do miejsca zdarzenia. Wspięłam się na drzewo i oglądałam wszystko z wysoka. Prowadzono wyrywająca się kobietę do ogromnego dołu. Na jego dnie leżały kości martwych ludzi. Tubylcy tańczyli coś, co przypominało dziwaczny taniec. Przyglądałam się wszystkiemu w skupieniu. Gdy kobieta najwięcej 18-letnia stała już na krawędzi mężczyźni ją podtrzymujący puścili ją, a ona z donośnym krzykiem powodującym echo spadła na dół. Przy dotknięciu ziemi udało mi się usłyszeć jakieś chrupnięcie. Najwyraźniej złamała kość. Nie chciałam długo patrzeć na okropny rytuał. Zeszłam z drzewa, ale przy zeskakiwaniu zamiast trafić w ziemię wpadłam w krzaki. Ludzie rozchylili je i, gdy mnie ujrzeli uciekli ze strachem krzycząc „Lupo! Morte! Inferno!” Oznaczało to „Wilk! Śmierć! Piekło”. Westchnęłam i podniosłam się. Olały mnie łapy poranione przez kolce na krzakach. Szybko z nich wyszłam i uciekłam od tamtego miejsca jak najdalej. Kulejąc weszłam na drzewo i usiadłam na nim rozglądając się czujnie. Moją uwagę przykuła Brązowo-biała wilczyca. Szła sobie spokojnie i nagle się zatrzymała, po czym spojrzała na mnie. Zeskoczyłam z drzewa i spoglądałam na nią pytająco. Zapytała:
- Kim jesteś?
- A ty? – Moją pierwszą zasadą było nie ufać innym.
- Nazywam się Amber, a ty?
- Seoma. – Odpowiedziałam. wsłuchując się czujnie w odgłosy lasu.
- Co robiłaś na tym drzewie? – Zapytała.
- Odpoczywałam. – Oznajmiłam cały czas czujnie nasłuchując.
- Na drzewie? – Zapytała zbita z tropu.
- Taka moja natura. – Odpowiedziałam. Nikt nie podchodził, więc wreszcie mogłam na nią spojrzeć. Była brązowo biała i chuda. Dość duża, ale nie na tyle, aby nie wejść na drzewo. Uśmiechała się do mnie, choć jej oczy wyrażały zaskoczenie. - A ty, co tu robisz?
- Przechodzę. Jaka jest twoja magia?
- Bardzo rzadka. – Odpowiedziałam.
- Dokładniej?
- Noc. – Oznajmiłam krótko. - A twoja?
- W ogóle taka istnieje? – Zapytała zaskoczona.
- Owszem, ale posiadają ją tylko nieliczni. Jaka jest twoja magia?
- Ogień i Natura.
- Rozumiem. – Wydawała się zaskoczona, więc zapytałam. – O co chodzi?
- Nie dziwisz się?
- Słyszałam o takich magiach i słyszałam o tobie. – Odpowiedziałam patrząc jej w oczy.
- Kto ci o mnie opowiadał?
- Moja Mama. – Odpowiedziałam. – Wiem od niej o wszystkim. Istnieją np. Magie łączone potrójnie.
- Ty byś się nadawała na Szpiega. – Powiedziała. – Wszystko wyniuchasz. Zgadnij z wyglądu ile mam lat?
- Trzy, trzy i pół najwięcej. – Odpowiedziałam bez głębszego zastanowienia rzucając jedno spojrzenie na wilczycę. Spoglądała na mnie najwyraźniej zdziwiona.
- Szukam towarzystwa może byś zaczęła podróżować ze mną? – Zapytała niespodziewanie.
- Chętnie. – Odpowiedziałam po zastanowieniu.
Uśmiechnęłyśmy się do siebie i ruszyłyśmy. Nie odrywałam nosa od ziemi. Czułam zapach jakiejś obcej wilczycy. Gdy zapach stał się już mocny mój ogon zaczął się huśtać w prawo i lewo. Amber również ją wyczuła. Zaczęłyśmy ostrożnie skradać się w tamtym kierunku. Nagle zauważyłyśmy jakąś wilczycę z blizną, która rzucała się w oczy. Podchodziłyśmy do niej powoli. Ona również nas zauważyła, bo spoglądała na nas dość strasznym spojrzeniem. Podeszłam do niej. Zmierzyła mnie chłodnym spojrzeniem, po, czym zapytała:
- Kim jesteś? – Wzruszyłam ramionami, ale zauważyłam też, że lepiej z nią nie zadzierać.
- Jestem Seoma, a to moja koleżanka Amber. – Przedstawiłam nas. – Czy można wiedzieć jak ty się nazywasz?
- Nazywam się Ina. Co tu robicie?
- Wędrujemy. – Odpowiedziała Amber.
- Wasze magie? – Zapytała nagle.
- Noc oraz Ogień z Naturą. – Odpowiedziałam.
- Która z was to Noc? – Zapytała.
- Ja. – Oznajmiłam spokojnie.
- Masz jakąś bujną wyobraźnię. – Powiedziała, przez co głęboko mnie uraziła.
- Dlaczego tak uważasz? – Zapytałam zdenerwowana, w moim głosie wyczuwalna była nuta groźby.
- Nie ma takiej magii.
- Z czego to wnioskujesz? – Zapytałam rozgniewana. Sztyletowałyśmy się spojrzeniami.
- Nigdy o czymś takim nie słyszałam, wiec czegoś takiego nie ma. – Odpowiedziała.
- Prędkość najszybsza, z jaką biegasz? – Zadałam pytanie.
- Jakieś 70 na godzinę.
- A ja 100 na godzinę. Co pełnię musze wpatrywać się w księżyc i spójrz. – Stworzyłam kamień księżycowy wyglądający jak księżyc, po czym pojawiło się ich więcej i w końcu stworzyły jedna wielką skalę wyglądającą jak księżyc w pełni. Skierowałam ją na Inę, a ona zrobiła unik. Obie wilczyce spoglądały na mnie z zaskoczeniem. Weszłam na drzewo obrażona i czekałam. Kiedy otrząsnęły się z zaskoczenia wymieniły miedzy sobą kilka zdań, po, czym Amber podeszła pod drzewo:
- Idziesz?
- Dzisiaj jest pełnia, nie mogę. – Powiedziałam prawdę. Weszłam wyżej, a moja głowa zaczęła wystawać z liści. Zaczęło się ściemniać, a księżyc powoli wschodził. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, bo był zbyt silny. W końcu rano zmęczona zeszłam do nich, nadal obrażona na Inę. Obudziłam je obie i zapytałam zaspana:
- Idziemy? – Spoglądały na mnie pytająco.
- Chcesz teraz iść? – Zapytała niedowierzająco Amber. – Po nieprzespanej nocy?
- Kto powiedział, że będziemy iść. Mam zamiar znaleźć se jakieś wygodne drzewo. Biegiem spać mi się chce.
Wstały i pobiegły za mną, chociaż i tak nie nadążały. W końcu po godzinie poszukiwań znalazłam dość rozłożystego dęba. Wspięłam się na niego i zasnęłam.
No to tyle :)
Seoma
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz