czwartek, 14 lutego 2013

Nie rozumiesz?

      Spojrzałem na Amber, w niemym skupieniu i starałem się przetworzyć to co przed chwilą powiedziała. Cała ta jej tragiczna historia, miała sens i w ogóle wiele wyjaśniała, lecz był jeden problem. Parę tygodni temu twierdziła, iż  opuściła naszą watahę by zacząć nowe życie u boku tego tępego osiłka. Na samą myśl najeżyłem się. Wadera nadal wyczekiwała mojej reakcji, czułem że spoglądam na nią z politowaniem. Niby czego się spodziewała? Że padnę jej do łap i okażę pełne zrozumienie. Przecież byliśmy watahą, mogliśmy stawić opór watasze ognia. Byli od nas liczniejsi i silniejsi, lecz walcząc z nimi udowodnilibyśmy, że nie ważne co się wydarzy, jesteśmy jednym, że jesteśmy sobie oddani. Ale przecież, łatwiej uniknąć konfrontacji, udawać że problemu nie ma, uciec i być kochaną wielkiej kupy futra. Amber w końcu nie wytrzymała, przedłużającej się ciszy i szepnęła:
-Shannon, odezwij się proszę!
-Nawet nie wiesz jak mi cię żal.-prychnąłem.
Wyprostowałem się i spojrzałem na nią z góry. Dostrzegłem jak w kątach jej oczu pojawił się łzy:
-Dlaczego nie spróbujesz nawet zrozumieć. Postawić się na moim miejscu. Co byś niby nie zrobił?
-Na pewno bym nie stchórzył.-odpowiedziałem spokojnie.
-Nie chciałam ryzykować....narażać was...
-Mogłaś nas zapytać o zdanie. Jestem pewny, ze wszyscy stanęli by do walki.-uciąłem krótko.
Warga jej zadrżała, spuściła wzrok i odpowiedziała:
-Ale ja nie chciałam byście walczyli, wolałam odejść, by pozwolić wam dalej spokojnie żyć.
-Super, widzisz jak mi się spokojnie i radośnie żyje?-zakpiłem.
-Dla ciebie nigdy nie może być dobrze, prawda? Zawsze masz jakiś problem, jak byś nie mógł bez tego żyć!
-Masz rację mam wielki problem, który nie daje mi spokoju...
-Jaki?-przerwała mi.-Jaki problem?!
-Liczysz na to że ci powiem?
-Obiecałeś mi odpowiedzieć szczerze na jedno pytanie, a więc stawiam ci je jaki twój problem, że wiecznie się na mnie wyżywasz?-nastroszyła się.
-To ty.-warknąłem.
-Co ja?-zapytała zaskoczona.
Wstałem i stanąłem tak, iż dzieliło nas kilka centymetrów. Poczułem jak jej oddech owiewa mi pysk.
-To ty jesteś moim problemem...-zamilkłem na chwilę.-Przy tobie czuję się wolny, czuję że może być inaczej, ale ty odeszłaś...
-A ty podążyłeś za mną. Dlaczego?-ponownie spojrzała mi w oczy z nadzieją.
-Nadal nie rozumiesz? To wszystko dlatego...dlatego że cię kocham!-wyrzuciłem w końcu z siebie.
Amber cofnęła się niepewnie kilka kroków, lecz nadal nie spuszczała ze mnie wzroku, westchnąłem i wpatrzyłem się w swoje łapy.
_____________________________________________________________________
Wiem notka trochę krótka i ale za to jak mi się z data zgrała xp
Shanon