niedziela, 9 września 2012
Krówka
Amber przyszła. On też. Długo przechadzali się i rozmawiali. Kochankowie. Ale Aik ją kocha. Jest kretynem który nic nie wie o swoim ojcu, i myśli że każdej spodoba się jego słitaśna morda ale on ją kocha. To może pomóc. Może sprawić że gdy dopuszczę ich do ucieczki to on zajmie się swoim ojcem. Jeśli to co wyczytałam z jego myśli to prawda. Jeśli... Zwlekałam. Wiedziałam że jeśli im pomogę to nie będzie odwrotu. Będę na zawszę związana z nimi długiem wdzięczności. Ich wdzięczności. Kiedyś... ktoś był mi coś winny. Potem myślałam że powiększa swój dług. Okazało się że po prostu musiałam długo czekać na zwrot.
Niecierpliwią się. Lepiej do nich przyjdę. Szczerze mówiąc Shannon mógł sobie wybrać ładniejszą wilczycę. Ta Amer wygląda jak z całym szacunkiem cukierek krówka. chociaż z drugiej strony... takiego może tylko ona chciała...
-Witaj bursztynie!-powiedziałam do Amber.
-Nikki. Co masz nam do powiedzenia?- Miała mokre oczy i była zirytowana, może dlatego że niszczę im schadzkę a może dlatego że przez ostatnie dni Shannon gadał głównie ze mną... albo to mój urok osobisty idealny do zyskiwania wrogów.
wtorek, 4 września 2012
Gdy wybije północ...
Wraz z mijającymi godzinami, malał mój zapał do tego spotkania. Miałam dziwne przeczucie, że ta rozmowa wcale się nam nie uda. Że coś pójdzie nie tak, zepsuje się i znowu będzie między nami przepaść. W krzakach miałam spokój i wiele czasu do porządnego zastanowienia się. Dlaczego Shanon zaproponował to spotkanie? A jeśli ma zamiar powiedzieć, że ucieka z Watahy? Że mnie zostawia? Poczułam gorzkie łzy, spływające po policzkach. Nie chciałam, żeby odchodził. Jeszcze całkiem niedawno twierdziłam, że powinien stąd iść, ale... Nie chciałam zostać sama. Nawet jeśli Shanon nie był dla mnie takim oparciem, jakim chciałabym, żeby był, ale mimo wszystko był tutaj. Widywałam go. Polepszało mi to w pewien sposób humor, dawało nadzieję, że... że może się jeszcze udać. Że nie wszystko stracone. Ale czyż to nie właśnie nadzieja matką głupich jest?
Już dawno zapadł zmierzch. Wraz z nim, zbliżała się godzina, wyznaczona na nasze spotkanie. Byłam w pełni rozdarta. Jedna strona mnie bardzo chciała go zobaczyć. Druga jednak się tego obawiała. Księżyc w końcu nieubłaganie wskazał północ. Wstałam na równe łapy i przeciągnęłam się, ziewając. Tyle godzin w jednej pozycji, zmęczyło mnie bardziej niż sam ruch. Powoli, analizując każdy swój kolejny ruch, zbliżałam się ku rzece. Po chwili wyjrzałam zza krzaków i zobaczyłam go. Siedział przy granicy wody z ziemią. Wpatrywał się w przejrzystą taflę wody. Przełknęłam głośno ślinę, czując tremę, ale i... motylki w brzuchu? Pokręciłam łbem, odpychając od siebie te myśli. Zbliżyłam się do niego. Teraz dzieliło nas jedynie parę kroków, może 2 metry, nie więcej. Próbowałam skupić uwagę na wszystkim, tylko nie na nim. Było to głupie i po głębszym zastanowieniu, stwierdziłam, że zachowuję się jak szczeniak. Westchnęłam, kierując wzrok na wilka. Czekałam teraz na jego ruch.
Już dawno zapadł zmierzch. Wraz z nim, zbliżała się godzina, wyznaczona na nasze spotkanie. Byłam w pełni rozdarta. Jedna strona mnie bardzo chciała go zobaczyć. Druga jednak się tego obawiała. Księżyc w końcu nieubłaganie wskazał północ. Wstałam na równe łapy i przeciągnęłam się, ziewając. Tyle godzin w jednej pozycji, zmęczyło mnie bardziej niż sam ruch. Powoli, analizując każdy swój kolejny ruch, zbliżałam się ku rzece. Po chwili wyjrzałam zza krzaków i zobaczyłam go. Siedział przy granicy wody z ziemią. Wpatrywał się w przejrzystą taflę wody. Przełknęłam głośno ślinę, czując tremę, ale i... motylki w brzuchu? Pokręciłam łbem, odpychając od siebie te myśli. Zbliżyłam się do niego. Teraz dzieliło nas jedynie parę kroków, może 2 metry, nie więcej. Próbowałam skupić uwagę na wszystkim, tylko nie na nim. Było to głupie i po głębszym zastanowieniu, stwierdziłam, że zachowuję się jak szczeniak. Westchnęłam, kierując wzrok na wilka. Czekałam teraz na jego ruch.
***
To nie był dobry pomysł, co mnie w ogóle naszło by proponować spotkanie? Co ja w ogóle tu robiłem? A co ważniejsze co miałem powiedzieć Amber? Takie pytania pozostawały bez odpowiedzi, siejąc zamęt w mojej głowie. Odkąd wadera zniknęła mi z oczu, nawet na krok nie odszedłem od rzeki, bo gdzież miał bym pójść? Do Omeg? Widok tych ofiar już sam napawał mnie złością,a przed tum spotkaniem powinienem się wyciszyć, bo kto wie co los przyniesie. Jednak trudno jest medytować, kiedy głowa bombardowana jest przez tysiące myśli-wspomnień.
Skierowałem spojrzenie na księżyc, Amber powinna tu być za parę chwil. Skup się Shanon, weź się w garść. Wzrok wbiłem w taflę wody. I tak zapewne Amber nie przyjdzie , mógłbym się założyć o to że w tym momencie słodko śpi wtulona w tego osiłka. No cóż, lecz nie wszystkim los w życiu sprzyja, po prostu posiedzę tu jeszcze parę chwil, a jeżeli się wkrótce nie pojawi,to zmyje się stąd, jak by mnie tu nigdy nie było.
Nagle poczułem że ktoś mi się przygląda, spojrzałem kontem oka w stronę zarośli, oczywiście z ubarwieniem Amber raczej trudno się ukryć, a więc dojrzałem ją od razu. Siedziała nie ruchomo i uważnie mi się przyglądała, najwyraźniej czekała aż ja podniosę swoje cztery litery i podejdę do niej. Z cichym westchnieniem wstałem i ruszyłem w stronę wadery:
-Przyszedłeś?- zapytała po chwili milczenia. Głupio mi było powiedzieć, że przez cały dzień nigdzie się nie ruszyłem więc wymamrotałem:
-Oczywiście, przecież obiecałem.
-Oczywiście, przecież obiecałem.
-Niekiedy na twoje słowo trudno liczyć.-wypaliła, a po chwili dodała.-Przepraszam.
***
Niezbyt dobry początek spotkania. Od razu musiałam mu palnąć głupotę. No, nie tak całkiem głupotę, ale nie powinnam tego mówić na głos.
- I tak pewnie masz rację- wyszczerzył zęby w swoim cynicznym uśmiechu, który jednak szybko przygasł.
- Dlaczego chciałeś się spotkać?- spytałam, próbując grać na zwłokę. Powiedzieć mu prawdę czy nie?
Oczywiście, że tak. Ale nie powinnam. Tak, zdecydowanie nie powinnam. Ale może dzięki temu Shanon zmieni swoje zdanie o mnie? Przestanie na mnie warczeć i uważać za zdrajczynię? Płonne nadzieje. Shanon nie lubi zmieniać zdania. Ani swojej natury. Gdyby mi wybaczył... Tak, nie byłoby to w jego stylu. Ale co teraz jest w jego stylu? Stary Shanon już dawno by stąd uciekł. Stary Shanon nie przejmowałby się mną, a jego groźba o mojej śmierci zostałaby spełniona. Ale Shanon... Ech, on się zmienił. A przynajmniej taką miałam głęboką nadzieję. I znowu ta nadzieja. Miałam ochotę prychnąć, lecz powstrzymałam się przed tym. Shanon mógłby to błędnie zinterpretować. Zaczęłam rysować pazurem w ziemi różne znaki i rysunki. Próbowałam czymś zająć łapy, zanim same poniosłyby mnie ku niemu. Taką miałam ochotę go przytulić... Znów czuć jego ciepło. Ile bym dała, żeby znowu mnie przyciągnął do siebie, spał przy mnie... Co raz bardziej zbierało mi się na płacz, od którego chciałam się uchronić. Gdyby nie ten cholerny Shadow i jego rąbnięta Wataha, może właśnie leżałabym koło Shanona, w ciepłej jaskini, przytulona do niego bokiem, a wokół mnie spałaby reszta Watahy. Sea, Yudarin, Hessa... Tak bardzo za nimi tęskniłam! A za bliskością tego jednego wilka najbardziej...
- No więc?- spytałam, nie doczekując się odpowiedzi.
Szarooki wzruszył ramionami. To było takie w jego stylu. Uchylanie się od odpowiedzi. Zawsze mnie irytowało, ale... nie, Amber, nie czas na to. Trzeba sobie z nim wszystko wyjaśnić, póki jest okazja.
- Powiedz- domagałam się, robiąc w ziemi co raz głębsze wgłębienia. Całkiem nieświadomie wyryłam jego imię. Zauważyłam to kątem oka, lecz postanowiłam zignorować. Całkiem możliwe, że tego nie zauważył. A gdybym nagle nachalnie zaczęła coś ścierać, z pewnością zwróciłby na to uwagę.
- I tak pewnie masz rację- wyszczerzył zęby w swoim cynicznym uśmiechu, który jednak szybko przygasł.
- Dlaczego chciałeś się spotkać?- spytałam, próbując grać na zwłokę. Powiedzieć mu prawdę czy nie?
Oczywiście, że tak. Ale nie powinnam. Tak, zdecydowanie nie powinnam. Ale może dzięki temu Shanon zmieni swoje zdanie o mnie? Przestanie na mnie warczeć i uważać za zdrajczynię? Płonne nadzieje. Shanon nie lubi zmieniać zdania. Ani swojej natury. Gdyby mi wybaczył... Tak, nie byłoby to w jego stylu. Ale co teraz jest w jego stylu? Stary Shanon już dawno by stąd uciekł. Stary Shanon nie przejmowałby się mną, a jego groźba o mojej śmierci zostałaby spełniona. Ale Shanon... Ech, on się zmienił. A przynajmniej taką miałam głęboką nadzieję. I znowu ta nadzieja. Miałam ochotę prychnąć, lecz powstrzymałam się przed tym. Shanon mógłby to błędnie zinterpretować. Zaczęłam rysować pazurem w ziemi różne znaki i rysunki. Próbowałam czymś zająć łapy, zanim same poniosłyby mnie ku niemu. Taką miałam ochotę go przytulić... Znów czuć jego ciepło. Ile bym dała, żeby znowu mnie przyciągnął do siebie, spał przy mnie... Co raz bardziej zbierało mi się na płacz, od którego chciałam się uchronić. Gdyby nie ten cholerny Shadow i jego rąbnięta Wataha, może właśnie leżałabym koło Shanona, w ciepłej jaskini, przytulona do niego bokiem, a wokół mnie spałaby reszta Watahy. Sea, Yudarin, Hessa... Tak bardzo za nimi tęskniłam! A za bliskością tego jednego wilka najbardziej...
- No więc?- spytałam, nie doczekując się odpowiedzi.
Szarooki wzruszył ramionami. To było takie w jego stylu. Uchylanie się od odpowiedzi. Zawsze mnie irytowało, ale... nie, Amber, nie czas na to. Trzeba sobie z nim wszystko wyjaśnić, póki jest okazja.
- Powiedz- domagałam się, robiąc w ziemi co raz głębsze wgłębienia. Całkiem nieświadomie wyryłam jego imię. Zauważyłam to kątem oka, lecz postanowiłam zignorować. Całkiem możliwe, że tego nie zauważył. A gdybym nagle nachalnie zaczęła coś ścierać, z pewnością zwróciłby na to uwagę.
***
Ta rozmowa nie toczyła się w dobrym kierunku. Zawsze kiedy ktoś oczekiwał ode mnie odpowiedzi, na nie koniecznie miły temat czułem się jak przyparty do muru. A w takich sytuacjach od razu narastała we mnie frustracja i chęć ataku. Spojrzałem niechętnie na Amber i przypomniała mi się poranna sytuacja. Zaproponowałem spotkanie, ponieważ Aik, przerwał Amber wpół zdania, to ona miała mi coś do powiedzenia nie ja jej, uśmiechnąłem się złośliwie:
-To ty chciałaś mnie o czymś ważnym powiadomić, a twój chłoptaś ci przerwał, a więc czekam.
Ze strony Amber nie było odpowiedzi, zamiast tego wbiła wzrok w swoje łapy i zaczęła się nad czymś głęboko zastanawiać. Westchnąłem i stwierdziłem, że nie mam zamiaru tak dłużej przed nią siedzieć. Wstałem bez ostrzeżenia co trochę zdziwiło Alfę i wyrwało z zamyślenia, lecz gdy tylko zobaczyła, że przechadzam się tam i z powrotem, ponownie pogrążyła się w zadumie. Po kilku minutach znudziło mi się krążenie w kółko i kopanie kamieni, tym bardziej, że jak na razie nie było żadnego znaku, że Amber postanowi się w końcu odezwać, więc wróciłem na swoje poprzednie miejsce i zwinąłem się w kłębek Mój wzrok mimowolnie przyciągnęła zryta ziemia wokół przednich łap wadery, nic konkretnego w niej nie dojrzałem, a kiedy starałem skupić wzrok na spulchnionej ziemi, odezwała się Amber:
-Dobrze odpowiem na twoje pytanie, pod jednym warunkiem, ty także odpowiesz szczerze na moje.
Zastanowiłem się tylko przez chwilę, a następnie pokiwałem nieznacznie głową:
- A więc chodź, nie jestem w stanie usiedzieć anie chwili dłużej, opowiem ci podczas spaceru.-mówiła to wszystko tak pozbawionym życia głosem i smutnym spojrzeniem, że przez chwile miałem ochotę zerwać nasza umowę, by nie musiała mówić. Jednak coś mnie przed tym powstrzymało i wstałem i zacząłem podążać za oddalającą się już waderą. Odwróciłem głowę, by spojrzeć na miejsce w które właśnie opuszczaliśmy i wtedy zobaczyłem wyryte w ziemi litery.
***
Ledwo potrafiłam usiedzieć na miejscu. Zmagałam się z sobą, biłam myślami i kłóciłam. Shanon z nudów zaczął łazić w tę i we wtę, co wcale mi nie pomagało. Po zaledwie paru minutach, które dla mnie stanowiły wieczność, ponownie usiadł na przeciwko mnie. Znowu poczułam jego bliskość, choć nie dość zadowalającą. Miałam ochotę mieć go jeszcze bliżej, choć wiedziałam, że moje własne potrzeby muszą w tej chwili zejść na drugi plan... Jak zawsze, z resztą. Wilk zwinął się w kłębek, a ja wciąż prowadziłam zaciętą walkę. W końcu przegrałam i wygrałam zarazem. Minęło parę sekund niż podjęłam ostateczną decyzję. Nienawidziłam ich podejmować. Zawsze miały swoje minusy, niekiedy bardzo, bardzo bolesne. Jak ta, kiedy postanowiłam odejść do tej Watahy. Kosztowało mnie to wielkiego poświęcenia, a co z tego dostałam? Nienawiść wilka, który był mi bardzo drogi, odseparowanie od rodziny i durnego partnera. Zawrzało we mnie, kiedy przypomniałam sobie co dzisiaj powiedział o mojej Watasze. Miałam ochotę rąbnąć go w ten jego pusty łeb i to najlepiej tak, by bolało do końca jego nędznych dni.
Westchnęłam cicho, wzięłam głęboki wdech i wydech, po czym rzekłam:
- Dobrze, odpowiem na twoje pytanie, pod jednym warunkiem. Ty także odpowiesz szczerze na moje.
Po chwili kiwnął głową. Nie wiedziałam czy naprawdę miał zamiar odpowiedzieć mi na pytanie, ale nagle straciłam tym zainteresowanie.
Mruknęłam coś mu o spacerze i wróciłam się w zarośla. Lubiłam chodzić, powoli, monotonnie. Nie męczyło mnie to i nie nudziło. A taki spacer przydałby się nam. Z miejscem nad wodopojem miałam co raz gorsze wspomnienia. Wolałam je teraz jak najszybciej opuścić. Podjęłam tam decyzję, która mogła zaważyć nad naszą dłuższą znajomością. Czułam, że Shanon idzie za mą, nie próbując się zrównać. Aż tak miał dość mojego widoku?
Pokręciłam łbem. Nie czas teraz na dylematy na temat mojego wyglądu. Fakt, nie wyglądałam najlepiej i nie byłam najpiękniejszą wilczycą w lesie, ale przecież też nie najbrzydszą. Nagle zainteresowało mnie to, co we mnie widzi Shanon? Prychnęłam cichutko, mając ochotę walnąć się w łeb. Nie to powinno mnie teraz martwić. Raczej to, jak mu wszystko opowiem.
Wilk zrównał się w końcu ze mną. Odwróciłam na chwilę pysk w jego stronę i spojrzałam w jego oczy. Skierowane miał je przed siebie i widać nie interesował go mój widok. Nadęłam wargi, niezadowolona. Odezwała się kobieca duma, prychnęłam w myślach. Wróciłam do normalnej pozy i ponownie wbiłam wzrok w swoje poruszające się łapy.
- Czas na wyjaśnienia- mruknęłam cicho.
- Czas na wyjaśnienia- zgodził się, mówiąc to jeszcze ciszej.
Westchnęłam cicho, wzięłam głęboki wdech i wydech, po czym rzekłam:
- Dobrze, odpowiem na twoje pytanie, pod jednym warunkiem. Ty także odpowiesz szczerze na moje.
Po chwili kiwnął głową. Nie wiedziałam czy naprawdę miał zamiar odpowiedzieć mi na pytanie, ale nagle straciłam tym zainteresowanie.
Mruknęłam coś mu o spacerze i wróciłam się w zarośla. Lubiłam chodzić, powoli, monotonnie. Nie męczyło mnie to i nie nudziło. A taki spacer przydałby się nam. Z miejscem nad wodopojem miałam co raz gorsze wspomnienia. Wolałam je teraz jak najszybciej opuścić. Podjęłam tam decyzję, która mogła zaważyć nad naszą dłuższą znajomością. Czułam, że Shanon idzie za mą, nie próbując się zrównać. Aż tak miał dość mojego widoku?
Pokręciłam łbem. Nie czas teraz na dylematy na temat mojego wyglądu. Fakt, nie wyglądałam najlepiej i nie byłam najpiękniejszą wilczycą w lesie, ale przecież też nie najbrzydszą. Nagle zainteresowało mnie to, co we mnie widzi Shanon? Prychnęłam cichutko, mając ochotę walnąć się w łeb. Nie to powinno mnie teraz martwić. Raczej to, jak mu wszystko opowiem.
Wilk zrównał się w końcu ze mną. Odwróciłam na chwilę pysk w jego stronę i spojrzałam w jego oczy. Skierowane miał je przed siebie i widać nie interesował go mój widok. Nadęłam wargi, niezadowolona. Odezwała się kobieca duma, prychnęłam w myślach. Wróciłam do normalnej pozy i ponownie wbiłam wzrok w swoje poruszające się łapy.
- Czas na wyjaśnienia- mruknęłam cicho.
- Czas na wyjaśnienia- zgodził się, mówiąc to jeszcze ciszej.
Zmarszczyłam brwi. Od czego zacząć? Najlepiej od początku.... ech, łatwo się mówi.
- Zanim wyruszyłam samotnie w świat... należałam do tej Watahy. Bawiłam się z Aikem, byliśmy dobrymi kolegami w dzieciństwie. Mój tata był Betą. Zapewniało mi to zawsze wygodne miejsce w jaskini, tyle mięsa ile chciałam, piękne życie. Alfa... ech... od samego początku się mną interesował. Snuł różne intrygi, jak przyłączyć mnie do swojej rodziny. Najłatwiejszym sposobem było partnerstwo z jego synem. Ale mój tata nie chciał, żeby z góry wybierać mi wybranka. Kochałam go za to. Zawsze pytał o moje zdanie, nic nie chciał robić wbrew mnie... Był cudowny. Kochałam go z całych sił. Uwielbiałam przechadzać się z nim w nocy po lesie... Tak jak teraz z tobą...- zacięłam się na chwilę, wracając do tamtych wspomnień.
Och, cóż to były za wspaniałe noce. Opowiadał mi o gwiazdach, czym są. O planetach. Że istnieją podobne do naszej, ale nie zamieszkane. Często leżeliśmy na łące, nazywając gwiazdy tak, jak chcieliśmy...
Zdałam sobie sprawę, że zamilkłam na dłuższą chwilę. Przełknęłam szloch i wróciłam do opowiadania.
- To on powiedział mi o istnieniu Złotej Lilii. Pokazał mi, gdzie rośnie. Gdyby nie to, pewnie nigdy bym jej dla ciebie nie zdobyła. Nauczył mnie bardzo wiele, bez niego nie byłabym tak dobra z Magii Ognia. Znalazł mi wilczycę, która wyjawiła mi sekrety Magii Natury. Dzięki niemu stawałam się... lepsza. Aż do tego niefortunnego dnia, było wszystko dobrze.
Ponownie się zatrzymałam. Wspomnienia były zbyt bolesne... Usiadłam przygnębiona i zaczęłam cicho szlochać, musiałam się wypłakać, by móc dalej mu opowiadać. Ledwo zauważyłam jego skrępowanie i brak pomysłu co zrobić. Ledwo zanotowałam fakt, że usiadł obok mnie na tyle blisko, by nasze boki się stykały. Miałam ochotę go przytulić, ale nie wiedziałam czy nie byłoby to przesadą. Wciąż nie byłam pewna co do jego uczuć wobec mnie. Opanowałam oddech i po paru próbach dałam radę mówić dalej, bez zbędnego jąkania się.
- Shadow narobił sobie wrogów w Watasze Cienia. Mógł tego uniknąć, ale cóż. Z niego jest taki dobry Alfa jak z ciebie niańka. Konfrontacja była nieunikniona. W końcu Alfa obraził przywódcę Watahy Cienia, co skończyło się wojną. Mój tata jak Beta... on... musiał walczyć u boku Alfy. Ja... nie sądziłam, że widziałam go wtedy po raz ostatni. Miałam 2 lata, nie więcej. Zaraz miałam być dorosła, ale wciąż nie czułam się gotowa na opuszczenie ojca. Los chciał, że to on mnie pierwszy zostawił. Kiedy Shadow osobiście mnie powiadomił... o śmierci taty...- wzięłam kilka głębszych oddechów.- Mój świat legł w gruzach. Stracił barwy. Nie piłam, nie jadłam. Przestałam ćwiczyć magię. Byłam obojętna na wszystko i na wszystkich. Cała Wataha wydawała się przygnębiona, smutna... Urządzili żałobę, nie jedli niczego przez dwa tygodnie... Ale coś mi tu nie pasowało. Sam Alfa wydawał się bardziej poruszony tym, że przegrał bitwę, niżeli stratą przyjaciela... W końcu postanowiłam odejść. Bez słowa, pewna, że nikt nie zauważy. Wszystko szło w dobrym kierunku. Poznałam Seomę, Seę, mojego pierwszego wroga - Inę. I wszystko w porządku... Ale... pech chciał, że znowu się spotkaliśmy. Pamiętasz, Shanon? Przybiegłeś z chłopakami w samą porę. Chwilę... chwilę przed tym, jak przybyliście... Alfa powiedział mi prawdę... prawdę o śmierci ojca... To on go zabił... Tata... wciąż by żył, gdyby nie był Betą. Shadow zazdrośnie strzegł swojego stanowiska. Bał się, że tata chciał go obalić. Postanowił go zlikwidować. A mnie chciał zachować. Ot tak, bo podobałam się Aik'owi. Wiesz... kiedy my byliśmy "gośćmi" w Watasze Powietrza, naszą Watahę zaatakował ktoś inny... To był... To był Shadow. Chciał mnie dostać. A przez to, że chciał mnie mieć u siebie tak boleśnie ucierpiała moja rodzina... Shanon, ja...- zatrzymałam się, dochodząc do sedna sprawy. Podniosłam łeb i spojrzałam prosto na niego. Chciałam patrzeć mu w oczy, kiedy będę mu mówić tą najistotniejszą prawdę.- Ja nie chciałam opuszczać Watahy. Ja musiałam. My byliśmy osłabieni, nieliczni. Wataha Ognia liczy wiele wilków, jest silna. Nie mielibyśmy z nimi szans. Shadow postawił wyraźne ultimatum. Miałam was zostawić i do nich odejść. Miałam o was zapomnieć i zostać własnością Aik'a. Miałam... miałam udawać, że nic dla mnie nie znaczycie, bo inaczej... Inaczej zostalibyście zabici. I nawet ktoś tak silny jak ty, Shanon, nie dałby rady całej zgrai magicznych wilków. Rozumiesz teraz? Rozumiesz dlaczego to zrobiłam? Shanon?
- Zanim wyruszyłam samotnie w świat... należałam do tej Watahy. Bawiłam się z Aikem, byliśmy dobrymi kolegami w dzieciństwie. Mój tata był Betą. Zapewniało mi to zawsze wygodne miejsce w jaskini, tyle mięsa ile chciałam, piękne życie. Alfa... ech... od samego początku się mną interesował. Snuł różne intrygi, jak przyłączyć mnie do swojej rodziny. Najłatwiejszym sposobem było partnerstwo z jego synem. Ale mój tata nie chciał, żeby z góry wybierać mi wybranka. Kochałam go za to. Zawsze pytał o moje zdanie, nic nie chciał robić wbrew mnie... Był cudowny. Kochałam go z całych sił. Uwielbiałam przechadzać się z nim w nocy po lesie... Tak jak teraz z tobą...- zacięłam się na chwilę, wracając do tamtych wspomnień.
Och, cóż to były za wspaniałe noce. Opowiadał mi o gwiazdach, czym są. O planetach. Że istnieją podobne do naszej, ale nie zamieszkane. Często leżeliśmy na łące, nazywając gwiazdy tak, jak chcieliśmy...
Zdałam sobie sprawę, że zamilkłam na dłuższą chwilę. Przełknęłam szloch i wróciłam do opowiadania.
- To on powiedział mi o istnieniu Złotej Lilii. Pokazał mi, gdzie rośnie. Gdyby nie to, pewnie nigdy bym jej dla ciebie nie zdobyła. Nauczył mnie bardzo wiele, bez niego nie byłabym tak dobra z Magii Ognia. Znalazł mi wilczycę, która wyjawiła mi sekrety Magii Natury. Dzięki niemu stawałam się... lepsza. Aż do tego niefortunnego dnia, było wszystko dobrze.
Ponownie się zatrzymałam. Wspomnienia były zbyt bolesne... Usiadłam przygnębiona i zaczęłam cicho szlochać, musiałam się wypłakać, by móc dalej mu opowiadać. Ledwo zauważyłam jego skrępowanie i brak pomysłu co zrobić. Ledwo zanotowałam fakt, że usiadł obok mnie na tyle blisko, by nasze boki się stykały. Miałam ochotę go przytulić, ale nie wiedziałam czy nie byłoby to przesadą. Wciąż nie byłam pewna co do jego uczuć wobec mnie. Opanowałam oddech i po paru próbach dałam radę mówić dalej, bez zbędnego jąkania się.
- Shadow narobił sobie wrogów w Watasze Cienia. Mógł tego uniknąć, ale cóż. Z niego jest taki dobry Alfa jak z ciebie niańka. Konfrontacja była nieunikniona. W końcu Alfa obraził przywódcę Watahy Cienia, co skończyło się wojną. Mój tata jak Beta... on... musiał walczyć u boku Alfy. Ja... nie sądziłam, że widziałam go wtedy po raz ostatni. Miałam 2 lata, nie więcej. Zaraz miałam być dorosła, ale wciąż nie czułam się gotowa na opuszczenie ojca. Los chciał, że to on mnie pierwszy zostawił. Kiedy Shadow osobiście mnie powiadomił... o śmierci taty...- wzięłam kilka głębszych oddechów.- Mój świat legł w gruzach. Stracił barwy. Nie piłam, nie jadłam. Przestałam ćwiczyć magię. Byłam obojętna na wszystko i na wszystkich. Cała Wataha wydawała się przygnębiona, smutna... Urządzili żałobę, nie jedli niczego przez dwa tygodnie... Ale coś mi tu nie pasowało. Sam Alfa wydawał się bardziej poruszony tym, że przegrał bitwę, niżeli stratą przyjaciela... W końcu postanowiłam odejść. Bez słowa, pewna, że nikt nie zauważy. Wszystko szło w dobrym kierunku. Poznałam Seomę, Seę, mojego pierwszego wroga - Inę. I wszystko w porządku... Ale... pech chciał, że znowu się spotkaliśmy. Pamiętasz, Shanon? Przybiegłeś z chłopakami w samą porę. Chwilę... chwilę przed tym, jak przybyliście... Alfa powiedział mi prawdę... prawdę o śmierci ojca... To on go zabił... Tata... wciąż by żył, gdyby nie był Betą. Shadow zazdrośnie strzegł swojego stanowiska. Bał się, że tata chciał go obalić. Postanowił go zlikwidować. A mnie chciał zachować. Ot tak, bo podobałam się Aik'owi. Wiesz... kiedy my byliśmy "gośćmi" w Watasze Powietrza, naszą Watahę zaatakował ktoś inny... To był... To był Shadow. Chciał mnie dostać. A przez to, że chciał mnie mieć u siebie tak boleśnie ucierpiała moja rodzina... Shanon, ja...- zatrzymałam się, dochodząc do sedna sprawy. Podniosłam łeb i spojrzałam prosto na niego. Chciałam patrzeć mu w oczy, kiedy będę mu mówić tą najistotniejszą prawdę.- Ja nie chciałam opuszczać Watahy. Ja musiałam. My byliśmy osłabieni, nieliczni. Wataha Ognia liczy wiele wilków, jest silna. Nie mielibyśmy z nimi szans. Shadow postawił wyraźne ultimatum. Miałam was zostawić i do nich odejść. Miałam o was zapomnieć i zostać własnością Aik'a. Miałam... miałam udawać, że nic dla mnie nie znaczycie, bo inaczej... Inaczej zostalibyście zabici. I nawet ktoś tak silny jak ty, Shanon, nie dałby rady całej zgrai magicznych wilków. Rozumiesz teraz? Rozumiesz dlaczego to zrobiłam? Shanon?
***
C.D.N.
Wybaczcie brak weny, jak na razie więc publikujemy chociaż tą część.
AMBER & SHANON
C.D.N.
Wybaczcie brak weny, jak na razie więc publikujemy chociaż tą część.
AMBER & SHANON
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)