- Jestem idiotą... - westchnąłem głęboko.
- Dlaczego? - zapytała Hessa siadając obok mnie.
- GDZIE TY BYŁAŚ?! - wrzasnąłem zrywając się z ziemi. - I gdzie jest Sea?
- Nie wrzeszcz. To po pierwsze, a po drugie chodź ze mną. Szybko. - Ton jej głosu był dosyć dziwny. Bała się czegoś?
- A co z nimi? - zapytałem wskazując nosem potwory.
- E! Bestie! Chodźcie musimy was schować. Szybko! - Chwilę później grupka rozanielonych szczeniąt stała przed nami zwarta i gotowa.
- Jak. Ty. To...? - Zatkało mnie.
- Jestem dziewczyną - oznajmiła zadowolona, ale w jej oczach widać było zmartwienie. - Macie być cicho.
Szczenięta posłusznie podreptały za nią, a ja na końcu zamykałem nasz mały pochód. Przeszliśmy zaledwie kilka metrów i nagle wadera zatrzymała się gwałtownie. Zdumiony spojrzałem na nią. Wiatr nic ze sobą nie niósł. Żadnych nowych wieści. To, co się stało musiało być kilkanaście kilometrów stąd.
- Macie siedzieć tu cicho i spokojnie. Najlepiej idźcie spać - warknęła wadera. Potwory posłusznie wskoczyły do nory, a Hessa ukryła wejście do niej jakimiś patykami i mchem. - Chodź.
Wadera puściła się szalonym pędem na zachód. Czym prędzej ruszyłem za nią i szybko się z nią zrównałem. Biegliśmy w całkowitej ciszy, którą przerywało tylko szeleszczenie liści pod łapami i ciche sapanie. Wreszcie moje łapy były tak wyczerpane, że krzyknąłem:
- Daleko jeszcze?!
- No trochę! - odkrzyknęła. Szczerze nie mam pojęcia, po co wrzeszczeliśmy. Tak jakoś. Sami z siebie.
- Potrafiłabyś wskazać to miejsce z góry?! - zapytałem z nadzieją.
- Chyba tak, ale nie podoba mi się twój tok rozumowania. - Jej wzrok pełen był niepewności.
Na mojej paszczy rozkwitł szyderczy uśmiech. Zacząłem delikatnie szybować tuż nad ziemią, chwyciłem ją łapami i wzbiłem się w powietrze. Powietrze przeszył jej ogłuszający krzyk:
- Nie! Yudarin! ODSTAW MNIE NA ZIEMIĘ! - Szybko zarzuciłem ją sobie na plecy i zacząłem zataczać kręgi.
- To gdzie lecimy kochanie? - zapytałem szczerząc się głupkowato, za co dostałem po łbie.
- Na ziemię! - Czułem jak jej pazury wbijają mi się w plecy.
- To wiem, ale gdzie dokładnie? - Odwróciłem łeb najbardziej jak umiałem w jej stronę.
- Tam! - krzyknęła wskazując łapą jakąś polankę z białą kropką. Oddalona była o pięć kilometrów od miejsca, w którym się znajdowaliśmy.
- I ja to miałem niby przebiec? - Spojrzałem na nią moją miną numer sześć wyrażającą... coś takiego, ale z nutką ironii w głosie --> o.O
- Popracowałbyś nad kondycją - odparła uśmiechając się złośliwie.
- Sugerujesz, że jestem gruby? - Zmrużyłem oczy spoglądając przed siebie miną zabójcy.
- Niee... skądże. - Zaczęła się śmiać. Wtem zacząłem spadać w dół. Przerażona wilczyca ledwo zdążyła wbić pazury w moje plecy. Gdy wreszcie wyrównałem lot Hessa była przytulona do moich pleców i najwyraźniej nie zamierzała ich opuszczać.
- Coś jeszcze chciałaś dodać? - zapytałem uśmiechając się złośliwie.
- Urwę... ci... jaja... i... przykleję... Kropelką... do... czoła! - Była wściekła. Spojrzałem przed siebie z rozbawieniem. Biała kropka leżąca na polanie stawała się coraz większa i wyraźniejsza. Dopiero teraz byłem w stanie ujrzeć, że biel jest przeplatana z błękitem. Od razu skojarzyło mi się to z Seą. Pełen złych przeczuć przyspieszyłem.
- Hessa przepraszam, że przerywam ci twój atak wściekłości na mnie, ale co tak właściwie chcesz mi pokazać? - Czułem na swoich plecach jej przerażony wzrok.
- Sea... nie żyje - wydukała.
- CO?! - Zachwiałem się lekko z wrażenia. - JAK?!
- Z-z-zabiłam ją - wyjąkała kuląc się ze strachu.
- Dlaczego? - zapytałem cicho.
- Nie wiedziałam, że to ona. Była w ciele jakiegoś... stwora. - Głos jej zadrżał. - Rzuciła się na mnie. Chciała mnie zabić.
- Czyli zostaliśmy we dwoje? - Wylądowałem na polanie tuż obok martwej wadery. Obwąchałem Seę dokładnie. Wyczuwałem obcy zapach w powietrzu. Nie pachniała jak Sea.
- Chyba tak - odparła Hessa. - Watahy już nie ma. Amber odeszła, za nią poszedł Shanon, ja z-z-zabiłam Seę.
- Nie mów tak - przerwałem jej. - Nie obwiniaj siebie. Skąd mogłaś wiedzieć?
- M-mogłam się domyślić - wyjąkała.
- Ta chyba tego, że jestem seksowny - odparłem sarkastycznie. Hessa uśmiechnęła się na krótki moment. - Trzeba ją pochować.
- Gdzie? - zapytała zdumiona wadera.
- Najlepiej tu. Chyba, że chcesz wlec truchło ze sobą. To raczej nie jest najlepszy pomysł.
- Też tak myślę - oznajmiła wadera spoglądając ze smutkiem na waderę. Pod największym z drzew rosnących wokół polany zacząłem kopać. Wyjątkowo szybko uporałem się z tym i złożyłem ciało Sei w prowizorycznym grobie. Na drzewie Hessa wydrapała napis:
SEA
Zmarła śmiercią tragiczną z łap swej przyjaciółki,
PRZEPRASZAM
Pokój twej duszy
Hessa, Yudarin
- Amber nie będzie szczęśliwa - oznajmiłem drżącym głosem. Zbierało mi się na płacz.
- Yudarin... ty płaczesz?
- Nie - wyszlochałem. - Tylko udaje, że woda cieknie mi z oczu.
- Oooj przestań. Kto jest dużym wilczkiem? No kto? - Zacząłem się śmiać i to jak nigdy w życiu. Wadera spojrzała na mnie krzywo.
- SEA PRZEPRASZAM! ALE NIE UMIEM INACZEJ - krzyknąłem w przerwie na złapanie oddechu. Tarzałem się jeszcze chwilę, aż w końcu się uspokoiłem.
- Co to było? - zapytała Sea śmiejąc się ze mnie.
- Sam nie wiem - odparłem nieco zdumiony. - O co mi chodzi?
______________________________
;3 jestem z siebie dumny jak nikt ;d Wreszcie coś tu napisałem ;D mam nadzieję, że się podoba, a jak nie to piszcie, co mam pozmieniać ^^ dziękuję za uwagę ...